W podróży

Sri Lanka – gdzie rośnie herbata, a słonie chodzą wzdłuż szosy

Wyjazd długo był wyczekany i dawno planowany. Pierwszy pomysł Sri Lanki z orientacyjną datą ZIMA 2026 pojawił się pewnie w połowie 2024 roku. To tak żeby zagospodarować czas i poczynić podróżnicze plany. Wiedziałam, że nie chcę podróżować z biurem, że Sri Lanka, ta „łza na policzku Indii”, jest na tyle przyjaznym i bezpiecznym krajem, że damy radę uszyć sobie imprezę na miarę. Ekipa montowała się niemal do samego końca. Cztery osoby były w niej pewne, ale chciałyśmy dołożyć jeszcze dwie. Raz, że weselej, dwa – że taniej. Jednak parę przymiarek osobowych się posypało i stwierdziłyśmy, że dobra czwórka jest lepsza niż tworzona na siłę szóstka. Wtedy znalazłam już osobę, która miała nam tę imprezę „uszyć” na miejscu i która organizowała tylko dla nas wszystko na Sri Lance: transfery, hotele i zwiedzanie. Potem poszło dopasowywanie terminu, a na końcu – loty. Padło na Flydubai, emirackie tanie linie, które weszły w ostatnich latach do Europy i świetnie załatwiają temat przelotów do Dubaju i via Dubaj, a jednak cenowo plasują się sporo poniżej Emirates. Tyle, że mniejszymi samolotami, ale za to również z jedzeniem i rozrywką pokładową.

Dla takich zielonych pagórków z mgiełką, obsadzonych herbatą, marzy się o Sri Lance!

O Sri Lance

Trzeba o Sri Lance wrzucić parę konkretów, bo to dla nas dość odległy i egzotyczny kraj, bliżej znany pewnie niewielkiej grupie moich czytelników. Sri Lanka, dawniej i w tradycji – Cejlon, to „herbaciana wyspa” na Oceanie Indyjskim. Najbliższa chyba Indiom – i z lokalizacji i z religii, i z tradycji. To jednak całkowicie odrębny, unikalny kawałek świata.

Oficjalna nazwa tego kraju brzmi Demokratyczno-Socjalistyczna Republika Sri Lanki. Leży na wyspie Cejlon, o wielkości 65 610  km² (czyli o powierzchni średnio 3 naszych województw; lub dwóch mazowieckich) Wyspa jest usytuowana na południowym wschodzie Półwyspu Indyjskiego, oddzielona od niego Cieśniną Palk i Zatoką Mannar. Od wybrzeży Indii dzieli ją zaledwie 31 kilometrów. Od wschodu oblewa Sri Lankę Zatoka Bengalska, a od południa otwarty Ocean Indyjski. Nazwa państwa, Sri Lanka, została przyjęta w 1972 roku, zastępując nazwę Cejlon. Kraj ten ma za sobą długi okres kolonialny i kilku „kolonialnych najeźdźców” – poczynając od Portugalczyków, poprzez Holendrów, a na Brytyjczykach kończąc. Ludność to około 22 milionów, języki w ich użyciu to tamilski i syngaleski. Stolica mieści się (surprise!) w Sri Jayawardenepura Kotte. Płacimy rupią lankijską (1USD= około 300 LKR)

Sri Lanka i jej najważniejsze punkty (niekoniecznie turystyczne) Ten fragment w lewym górnym rogu to Indie.

Sri Lanka przyciąga podróżników swoją różnorodnością i egzotyką. Oczarowuje swoją zielenią, pięknymi widokami i słoniami wzdłuż drogi, starożytnymi świątyniami, jak i dzikimi plażami. Zachwyca plantacjami herbaty i poletkami ryżu. Może poszczycić się aż ośmioma obiektami wpisanymi na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, z czego aż 6 to obiekty wielowiekowej cywilizacji (Anuradhapura, Polonnaruwa, Kandy, Sigiriya, Galle i Dambulla), 2 natomiast stanowią dziedzictwo przyrodnicze (rezerwat Sinharaja i Centralne Wyżyny Sri Lanki).

Wart zwrócenia uwagi jest system irygacyjny stworzony przez starożytnych Syngalezów. Ogromny sztuczny zbiornik wodny w okolicach Polonnaruwy, Parakrama Samudra, wokół którego być może będziecie przejeżdżać, jest jednym z elementów sieci akwenów, kanałów i śluz, budowanej od III wieku p.n.e.

Trudno będzie o jakiś ranking – co jest ważniejsze, a co mniej. Wymienię więc po prostu według swojego własnego odczucia miejsca i atrakcje, których WARTO lub nawet TRZEBA doświadczyć, będąc na tej pięknej wyspie.

🦜Sigiriya

Sigirya marzyła mi się od dawna. Planowałam, jak pozbieram siły, żeby wejść na jej 1200 schodów. Jest to miejsce szczególne na Sri Lance. Lwia Skała, bo tak się tłumaczy jej nazwę, znajduje się w centralnej części wyspy. Sigiriya jest skałą pośrodku równiny, tym bardziej jest niesamowita. 200-metrową skałę wieńczy twierdza na szczycie – kompleks pałacowy z V wieku (wybudowany za panowania króla Kassapy 473 – 491), który zachwyca zwiedzających zarówno architekturą, jak słynnymi freskami panien.

Sigiriya, tak wygląda z dołu, z punktu widokowego

Kassapa, królewicz Cejlonu z nieprawego łoża, dokonawszy przewrotu pałacowego i zabiwszy ojca, przejął władzę. Przyrodniemu bratu, legalnemu dziedzicowi tronu, udało się jednak uciec z kraju, więc Kassapa w obawie przed zemstą kazał zbudować zamek na szczycie odosobnionej, wyniosłej skały, na którą jedyną drogę stanowiły wykute w skale wąskie schody. Wzniesiono na szczycie Sigiriyi pałac i fortyfikacje, wykuto zbiorniki na wodę i spichlerze na żywność. Kassapa rządził stąd przez 18 lat, nim oblężony przez wojsko brata, popełnił samobójstwo w 491 r.

Sigiriya góruje nad okolicą i jest doskonale widoczna ponad polami ryżowymi. Podziwiałyśmy ją po przyjeździe na nocleg w naszej „agroturystyce” (Organic Garden Resort). Niestety, powalona gorączką przez jakąś infekcję, nie znalazłam sił, by wejść na Sigiriyę. Musiałam zadowolić się punktem widokowym i jej obserwacją z daleka. Trochę też przyczynił się do tej rezygnacji popołudniowy intensywny deszcz.

A taki widok na Sigiriyę miałyśmy z Organic Garden Resort, gdzie spędziłyśmy 2 noce

Sigiriya została wpisana w 1982 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To, że nie weszłam na szczyt, nie zmienia faktu, że uważam ją za jedno z najciekawszych miejsc na Sri Lance. Wstęp na zdobywanie Sigiriyi kosztuje 35$.

🦜Dambulla

Dambulla to zespół świątyń położonych wysoko, na zboczu góry. Nim tam wejdziemy, napawamy wzrok pięknymi widokami z panoramą okolicy. Droga na górę ozdobiona została flagami w buddyjskich barwach. Dochodzimy do okazałej bramy Złotej Świątyni, wpisanej w 1991 roku na listę UNESCO jako zespół świątyń jaskiniowych z malowidłami. Inaczej zwany również kompleksem świątynnym Rangiri (Złota Skała). Nie do uwierzenia, ale zespół świątyń został założony w I w. p.n.e.(!) przez króla Valagambahu, a następnie był stopniowo powiększany aż do wieku XX. Dzisiaj składa się z pięciu części, w których w sumie znajduje się 150 statuetek Buddy. A w okolicy dużo małp.

Pierwsza z jaskiń świątynnych jest niewielka, z Buddą usypiającym. Druga świątynia, największa i najładniejsza ze wszystkich, to Maharaja Vihara, (świątynia wielkich królów). To ta właśnie pochodzi z I w. p.n.e., mierzy 50 m długości i do 6 m wysokości. Znajdziemy tam ciekawe freski, a statuy Buddy są w różnych mudrach (pozycjach; ułożeniu rąk i dłoni). Jaskiń jest 5, ostatnia najbardziej współczesna.

Po ich obejrzeniu, które zajmuje około 1,5 godziny, schodzimy inną drogą do parkingu w miasteczku Dambulla. A po drodze… Napotykamy szokująco kolorową i nieco urągającą gustowi budowlę z górującym ogromnym złotym Buddą. Poniżej, przez paszczę szczerzącego się smoka z wytrzeszczonym ślepiami można wejść do muzeum, a wejście przyozdobiono dodatkowo kwiatami lotosu i posążkami uczniów Buddy. Uff!

🦜Polonnaruwa

Polonnaruwa jest drugą z dawnych zabytkowych stolic na Sri Lance. Mimo, że drugą w chronologii, to dla nas ważną i pierwszą, bo dokładnie obejrzaną. Dotarliśmy do Polonnaruwy naszym busikiem z Anią i Sudą i rozpoczęliśmy mocno słoneczną wędrówkę po tym dużym ogrodzie? mieście? W każdym razie – terenie pełnym zabytkowych ruin i budowli, starych drzew, obficie odwiedzanym przez małpy.

Budowle w kompleksie pałacowo-parkowym Polonnaruwa

Pod koniec X wieku, kiedy zniszczono Anuradhapurę, funkcję stolicy powierzono Polonnaruwie, dotychczasowej rezydencji królewskiej. Powstały obiekty religii hinduistycznej (np. świątynia Śiwy), a jeszcze później zabudowano stolicę także świątyniami buddyjskimi (Hatadage czyli świątynia Zęba Buddy). Największy rozkwit Polonnaruwy przypadł na XI-XII wiek. Powstało otoczone potrójnym murem miasto-ogród, w którym pałace i świątynie były wtopione w krajobraz. Stąd to dzisiejsze wrażenie parku lub ogrodu. A co tam zobaczymy?

  • Lankatilaka, potężna ceglana budowla z zachowanym wielkim posągiem Buddy
  • Gal Vihara, klasztor z zespołem wielkich rzeźb skalnych
  • Rankot Vihara czyli stupa o średnicy 175 m i o wysokości 55 m
  • …i wiele innych

Niezwykle przyjemnie spaceruje się (chociaż w skarpetkach) po skąpanej w zieleni dawnej stolicy i odkrywa się coraz to kolejne czynne świątynie bądź tylko same kolumny i schody. Ogląda się miejscowych, którzy palą tu kadzidełka, składają kwiaty, modlą się. Starożytne miasto Polonnaruwa zostało w 1982 r. wpisane na listę zabytków światowego dziedzictwa UNESCO.

Lankatilaka – posąg Buddy, częściowo zniszczony
Ważny kulturowo element – ta niby wycieraczka przed schodami. Są zdobione w różne wzory.

🦜Anuradhapura

Wspomnę jedynie tutaj o pierwszej stolicy obecnej Sri Lanki, Anuradhapurze, której nie odwiedziliśmy, bo primo – leży bardziej na północy, secundo – wybraliśmy Polonnaruwę. Warto jednak wiedzieć (i odwiedzić, inaczej planując zwiedzanie) o jej znaczeniu, ogromnych stupach czyli dagobach i o tym, że jej świetność jako stolicy przypadała na wieki IV-XI naszej ery. To poza tym ważne centrum buddyzmu – historyczne święte miasto, gdzie do dziś rośnie szczep drzewa Bodhi, pod którym Budda (według wierzeń) osiągnął oświecenie.

🦜Kandy

Kandy jest ważnym miejscem dla odwiedzających Sri Lankę (oprócz tego, że to stolica Prowincji Centralnej). Do Kandy wyznawcy buddyzmu i turyści przyjeżdżają, by zobaczyć Świątynię Relikwii Świętego Zęba Buddy, wpisaną w 1988 roku na listę UNESCO. My przyjechaliśmy do Kandy z okolic Sigiriyi, początkowo nawet z deszczem, który trochę „urozmaicał” nam oglądanie po drodze farmy przypraw tudzież Królewskich Ogrodów Botanicznych Peradeniya.

W ogrodzie botanicznym Peradeniya w Kandy – drzewo kapokowca
Tak zwane drzewo armatnie (czerpnia gujańska)
Piękna aleja palmowa w Peradeniya

Zdecydowanie wato pospacerować w Kandy po ogrodzie botanicznym Peredeniya, chociaż niedawne ulewy i powodzie odcisnęły tu nieco swego piętno, zwłaszcza obsuwami w okolicach rzeki. Najbardziej ujęła mnie aleja wysokich palm i niektóre drzewa. Ciekawostką jest drzewo zasadzone przez premiera Cyrankiewicza w 1960! Pawilon orchidei również jest interesujący, choć na nas, zepsutych „pędzonymi” wielkokwiatowymi storczykami, które da się kupić w każdym markecie, te naturalne kwiaty, często niewielkie, a piękne, nie robią aż takiego wrażenia.

W samym centrum Kandy jest duże jezioro Bogambara (Kandyjskie), które dodaje miastu uroku (trochę jak w Hanoi), a można tu wypatrzeć i legwany na leżących pniach drzew, i pelikany, i inne ptactwo. Wszystko to prowadzi nas powoli w stronę poprzedzonego straganami pełnymi kwiatów, wzgórza ze świątynią Zęba.

Miejsce modlitw i składania kwiatów w świątyni
Wejście na teren świątyni Zęba

Do świątyni Zęba idzie się pod górę, zostawiając po drodze obuwie i poddając się dokładnej kontroli. Rygorystycznie pilnuje się tutaj odpowiedniego stroju – zakryte ramiona i kolana. Wstęp jest płatny (2000 LKR dla cudzoziemców). Jesteśmy bowiem w najważniejszym sanktuarium buddyjskim na Sri Lance, wpisanym na listę UNESCO. Przechowuje się tu relikwię zęba Buddy, co czyni Kandy kluczowym miejscem pielgrzymkowym. Ząb trzonowy Buddy według legendy został tu przywieziony w IV, wieku n.e. i jest przechowywany w złotej stupie (dagobie) wewnątrz pomieszczenia z bardzo ograniczonym dostępem. Znajduje się w złotym relikwiarzu, składającym się z ośmiu pojemników powkładanych jeden w drugi. Trzy razy dziennie, podczas ceremonii, przy dźwiękach trąbek i bębnów, gdy składa się dary dla mnichów, można „podejrzeć” pomieszczenie ze złotą szkatułą zawierającą ząb. Zasadniczo turyści nie mają tam wstępu.

Świątynia Zęba, czyli część kompleksu pałacu królewskiego, słynie z bogatych zdobień. Niezwykła jest też duchowa atmosfera i możliwość podpatrzenia wyrażania czci przez buddystów. Dla nas Ania, nasza przewodniczka, też nabyła 2 tacki kwiatów lotosu, by układać je w świątyni w swoich intencjach. Ciekawostkę stanowi muzeum słonia Raja, który przez lata służył do transportowania relikwii zęba na wszystkich ceremoniach (poza samą świątynią), a dziś jest sławny i czczony.

W Kandy mieliśmy też możliwość obejrzenia pokazu tańców folklorystycznych. Było to widowisko z dość dużym rozmachem: tancerze, instrumentaliści, żonglerzy, akrobaci i śpiewacy. A wszystkiemu towarzyszyły nieodłączne dźwięki trąb… Bardzo głośnych trąb. Było kolorowo i pięknie, ale… nie jest to mój ulubiony typ rozrywki.

🦜Wieża w Ambuluwawa

Ambuluwawa to niezwykła budowla, wznosząca się smukłą bielą na szczycie góry, czasem nazywana najniebezpieczniejszą wieżą świata, a czasem wieżą 4 religii. Dojeżdżamy pod nią tuk-tukami i jest to fajny wjazd, pełen zakrętów i lekkiej adrenaliny.

Ambuluwawa, wieża 4 religii

A wejście zaczyna się dość niewinnie – normalna, zabudowana klatka schodowa, w której pokonuje się pierwsze 5 pięter. Bułka z masłem. Potem wychodzi się na zewnątrz. Schodki oplatające wieżę nie są jeszcze aż takie wąskie. Wspinam się wyżej, widoki dookoła są piękne, widoczność i pogoda doskonałe. I generalnie wszystko byłoby świetnie (pomimo zadyszki), gdyby nie to, że co chwilę trzeba dać przejść ludziom schodzącym z góry. A szerokość schodków i przejścia stają się takie, że nie przeciśniesz bioder na szerokość, trzeba ustawić się bokiem. Im wyżej, tym gorzej. Są co jakiś czas takie małe nisze-kryjówki, do których należałoby się wcisnąć, żeby pozwolić innym zejść, ale mam wrażenie, że ja nie jestem w stanie tam się upakować. Powstają więc co chwilę „korki” – ani w górę, ani w dół. W końcu trzeba się cofnąć – i tak przytrafia mi się kilka razy. Stopień bliskości, ba! nawet ściśnięcia z innymi ludźmi podczas mijanki, zdecydowanie przekracza moje zapotrzebowanie na bliskość. Ale za to widoki, ogromna perspektywa ze wszystkich stron i dreszczyk emocji z powodu wysokości – niesamowite, przeżyte, doświadczone! Wreszcie cel osiągnięty! Hurra!

Wieża Ambuluwawa ma 48 m wysokości (gdzieniegdzie piszą o 55 m), a jej szczyt znajduje się na 1087 m n.p.m. Jest budowlą o niezwykłym kształcie, przypominającym zwężającą się spiralę. Ambuluwawa Tower jest częścią kompleksu religijnego, który powstał w 2009 roku jako symbol lankijskiej harmonii między różnymi wyznaniami Sri Lanki: buddyzmu, hinduizmu, islamu i chrześcijaństwa. Obiekt ma kilka platform widokowych na różnych wysokościach. Wieża widokowa położona jest na przedmieściach miasta Gampola w środkowej części wyspy. Wejście należy odradzić osobom z lękiem wysokości i zaburzeniami równowagi oraz „ponadgabarytowym”, natomiast kondycyjnie, choć to wyzwanie, nie jest nadzwyczajnie wymagające.

🦜Ella i okolice

Okolice Ella kojarzą się przede wszystkim z jedną z największych atrakcji Sri Lanki czyli słynnym pociągiem jadącym przez pola herbaty. Obowiązkowo więc trzeba nim przejechać choćby niewielki odcinek. Optymalnie byłoby z Ella do Kandy, ale z tym bywa różnie, także ze względu na zamknięcie części trasy. My przejechałyśmy (z wiatrem we włosach!) trasę Ella – Haputale, co zajęło około godziny. Było niesamowicie!

Na dodatek stanowiło to dopiero początek odysei podróżniczej na ten dzień. Z Haputale ruszyliśmy lokalnym autobusem w góry, między plantacje herbaty. Pięliśmy się wysoko pod górę, aż do dużej firmy herbacianej, Dambatenne Tea Factory, gdzie nastąpiła przesiadka do tuk-tuków. I dalej w górę!

Na blisko 2000 m n.p.m., wśród herbacianych krzewów, gdzie niegdyś ponoć pan Lipton zasiadał z herbatą, zasiedliśmy i my – na herbatkę, zdjęcia i lokalny lunch. Niestety, goniła nas mgła, więc zdjęcia nie są takie, jakby się chciało… Wrażeń jednak mnóstwo! Haputale i jego okolice są esencją tego, co na Sri Lance jest najpiękniejsze: niesamowitych górskich widoków i soczyście zielonych pól herbacianych.

Pan Lipton wita odwiedzających
Nasz lunch na 1950 m, wśród pól herbaty

Wokół Ella rozciągają się niezwykle malownicze góry i wyżyny. Warto zrobić wędrówkę na Little Adam’s Peak, szczyt w pobliżu Elli, przy podejściu na który nie brakuje rozmaitych aktywności, typu tyrolka nad doliną, czy spacer w koronach drzew, czy też huśtawki do oszałamiających zdjęć.

Panorama w okolicach Little Adam’s Peak i Ravana, koło Ella

Kolejnym powalającym widokowo punktem jest Most Dziewięciu Łuków (Nine Arches Bridge), jeszcze jedno miejsce w okolicy Ella związane z koleją. Most stanowi ponoć jeden z najlepszych przykładów budownictwa kolejowego z epoki kolonialnej (90 metrów długości, 7,5 metra szerokości, 24-30 metrów wysokości) i zawdzięczamy go Brytyjczykom. Zadziwia nie tylko swoją architekturą, ale również wszystkim, co wokół. A są to przepiękne lasy dżunglowe. Wzniesiono go w latach 20. ubiegłego wieku i stanowił część linii kolejowej łączącej Kandy z Ella. Do dziś, choć w bardzo niewielkich ilościach, przejeżdżają tędy pociągi. To jest dopiero frajda, znaleźć się na tym moście, gdy przejeżdża pociąg! Nie na darmo Most Dziewięciu Łuków stanowi popularny punkt turystyczny i fotograficzny – sprawdziłyśmy!.

W okolicy jest jeszcze wodospad Ravana – niewielki, ale malowniczy.

🦜Nuwara Elliya

Najbardziej zapamiętamy ją z poczty, zresztą najstarszej na Sri Lance, która była dla nas okazją do wysłania pocztówek. Tak, pocztówek! Nuwara Elliya, malowniczo położona wśród wzgórz i plantacji herbaty jest popularną miejscowością wypoczynkową środkowej Sri Lanki, a leży na wysokości niemal 1900 m n.p.m. (najwyżej zlokalizowane miasto Sri Lanki). Została założona przez Brytyjczyków, którzy uwielbiali ją za chłodny klimat (ze względu na górskie położenie, temperatury są tu dużo niższe) i do dziś bywa nazywana „Małą Anglią”. Polecam tam lokalny targ, gdzie można podziwiać rozmaitość owoców, warzyw i ryb.

Słynna poczta w Nuwara Eliya, najstarsza poczta na Sri Lance (zdj. Ania Ambroziak)

🦜Galle i jego Fort

Galle zostało nam do obejrzenia na koniec, w ostatnim dniu, po drodze z Tangalle do Negombo na lotnisko. Chciałam jednak bardzo je zobaczyć, bo to jedno z najciekawszych miejsc na Sri Lance (UNESCO 1988). Piszą, że to najlepiej zachowane kolonialne miasto z czasów holenderskich w tej części Azji, położone na skalistym cyplu na południowo-zachodnim wybrzeżu Sri Lanki. Było bardzo ciepło, jeden z naszych najgorętszych dni na Sri Lance.

Fort to fort, służy obronie. Armaty były niezbędne

Historia fortu zadziwia, bo zbudowali go Portugalczycy w 1588 roku, później systematycznie rozbudowywali, natomiast dalszą rozbudowę od 1649 roku prowadzili Holendrzy, bardziej „racjonalni” i sprawiedliwi kolonizatorzy. Jeszcze później fort znalazł się w rękach Brytyjczyków. Właściwie, to nawet ówczesny król lankijski poprosił ponoć Holendrów, żeby wypędzili Portugalczyków z wyspy.

Latarnia morska z początku XX wieku
Okazały budynek meczetu w Galle

Główną atrakcją fortu w Galle są właśnie mury obronne, zbudowane z granitów i koralowców, a w nich 2 bramy i aż kilkanaście bastionów. W fortecy znajduje się latarnia morska i świątynie różnych wyznań (kościoła anglikańskiego, katolickie, świątynie buddyjskie, hinduistyczne i meczety).

Samo miasto jest bardzo europejskie i na pewno dobrze się tam poczujecie. Znajdziemy tam wiele butików, sklepów, mniejszych i większych barów i restauracji. Galle jest jednak uważane za drogie miejsce.

🦜Safari w Udawalawe

Na safari wybrać można inne miejsce, na przykład bardzo popularne Yale, my jednak trafiliśmy do Udawalawe. Było korzystniejsze dla naszej trasy podróży.

Wzruszająca słoniowa rodzinka w PN Udawalawe

Najpierw przesiadka do odkrytych samochodów, innych niż w Kenii czy Tanzanii i … w drogę! Niestety, pada deszcz, co od razu rzutuje na widoczność i jakość zdjęć, bo może na pokazywanie się zwierząt niekoniecznie. Sri Lanka obfituje w słonie. Rzeczywiście, te słonie są w wielu miejscach (nawet na poboczach dróg!) i jest ich dużo. Tutaj też los się do nas uśmiechnął, bo kilkakrotnie mieliśmy słoniowe grupki: raz nawet dwójkę dorosłych z maluchem, raz zabawnego słonia, który wyglądał, jakby gonił samochód, a raz takiego z szablami, w towarzystwie oskubujących go z owadów białych czajek.

Król paw
Piękna żołna (foto: Ania Ambroziak)

Widzieliśmy też sporo rozmaitego ptactwa – kolorowe małe żołny, kura cejlońskiego, dużo przepięknych pawi i inne ptaki. Były bawoły, trochę rogacizny, a nawet krokodyl!

🦜Pinnawala

Miejsce wzruszeń i dużych przeżyć wśród równie dużych zwierząt – słoni. O Pinnawala mówią różnie, ale to, co dzieje się tam wokół słoni, naprawdę wygląda fajnie. Można je karmić owocami (mają niesamowicie delikatne języki!), można obejrzeć ich przemarsz na kąpiel w rzece, można także w tej kąpieli uczestniczyć, ale na to żadna z nas nie była chętna.

Czyżbym się bała tego słonia…?

Naprawdę robi wrażenie taki przemarsz kilkudziesięciu słoni drogą przez wioskę! Dodatkowa ciekawostka: w Pinnawala wytwarza się papier oraz pamiątki z… kupy słoni! Byliśmy świadkami całego tego procesu i nawet nabyłyśmy te unikatowe drobiazgi.

Słoń jest weganem i jego odchody składają się głównie z trawy. Nie ma w tym więc nic obrzydliwego (no, poza samym początkowym procesem). Obserwacja wytwarzania czegoś w rodzaju masy papierowej z kupy słonia jest całkiem ciekawym doświadczeniem. Masę rozkłada się na specjalne sita i odsącza, pozbawiając wody, potem osusza się i wygładza. Powstaje z niej na finał grubszy papier, (notesy, kalendarze), także magnesy, figurki.

Przemarsz słoni do rzeki, przez wioskę Pinnawala
Kąpiel słoni, a bardziej chyba chłodzenie

🦜Tangalle (lub inne miejsce ze złotymi plażami nad Oceanem Indyjskim)

Złote plaże i ciepły ocean były dla nas tą marchewką, która „popychała” nas przez całą środkową Sri Lankę. Wreszcie tam dotarliśmy, wieczorem 6 lutego. Pomimo walki o standard pokoju (zakończonej w miarę pomyślnie następnego dnia) od razu poczułyśmy się rajsko, sielsko i urlopowo. I takie też były kolejne dni. Wyluzowane, spędzane na leżaczku pod palmą, z próbami mierzenia się z falami lub moczenia w basenie, czasem z drinkiem, czasem z obserwacją połowów siecią przez miejscowych. Przede wszystkim jednak były cieszeniem się słońcem, którego zawsze polską zimą jest się spragnionym.

Plaże są złote i naprawdę ładne, natomiast o samym Tangalle już niekoniecznie da się to powiedzieć. Ot, taka dość ruchliwa miejscowość nadmorska, bez jakichś szczególnych akcentów. Nie dało się tego również powiedzieć o kuchni lankijskiej, przynajmniej tej, którą raczono nas nad oceanem.

Takie widoki mieliśmy 2-3 razy dziennie: koło naszego hotelu były zarzucane przez miejscowych sieci, a potem ręcznie je wyciągano i wydobywano z nich połów. Czasem też spore żółwie, które uwalniano

Kuchnia Sri Lanki, choć da się w niej znaleźć parę ciekawych smaczków, nie podbiła nas. Rządzi ryż z różnymi rodzajami curry (np. soczewicą (dhal), ale też ziemniakami, fasolą, dynią czy nawet orzechami nerkowca). Warto spróbować tropikalnych owoców, kurdu (jogurtu z mleka bawolicy), a na wybrzeżu świeżych owoców morza. Napoje są świetne – świeże soki owocowe, lankijska herbata oraz arak (alkohol ze sfermentowanego soku z kwiatów palmy kokosowej), a nawet piwo. Troszkę więc dziwię się niektórym blogerom, którzy zachwycają się tutejszą kuchnią, jednak o smakach się nie dyskutuje. Sri Lanka jest piękna i przyjazna, ale kuchnia średnia.

Co koniecznie trzeba zrobić na Sri Lance? 12 bardzo lankijskich aktywności

Udało się! Było super, choć nie podejrzewałam się wcześniej o taką dozę szaleństwa. Nie jest to jednak tak niebezpieczne, jak się wydaje, to nie TGV. A największą wartością są widoki zabudowań, zieleni i pól herbacianych za oknem.

Mała chwila szaleństwa w pociągu Ella-Haputale. Foto: Iwona Domżał

Nie weszłam, infekcja i temperatura mnie osłabiły. Lwia Skała jednak i tak mnie zauroczyła!

Jak już się nie weszło, to chociaż popatrzeć na Sigiriyę…

Spróbowałyśmy! Z tych całkiem nowych – jackfruita (dżekfruta) i duriana. Ten pierwszy to owoc chlebowca różnolistnego, ponoć największego owocu rosnącego na drzewach – pyszny! Durian zaś to owoc kontrowersyjny, bo… śmierdzi. Zapach jest tak silny (często opisywany jako zgniła cebula lub ser), że owoce te są zakazane w wielu hotelach i środkach transportu publicznego w Azji. Smak jest natomiast świetny – słodki i kremowy. Poza tym papaja, małe banany, ananasy, arbuzy – na to był sezon.

Duriany, owoc, który przed „otwarciem” śmierdzi
Ananas jeszcze rośnie…

Były! Zwykle robi się to dla urozmaicenia życia turystom oraz żeby mieli ciekawe zdjęcia i wspomnienia. Niemniej jest to fajne i zabawne. Jeśli traficie na odpowiednie miejsce (zwykle to duże sklepy z tekstyliami), pozwólcie się ubrać w sari. Jest stylowo! Odlotowe przebieranki z huśtawką i usługami zdjęciowymi oferuje natomiast firma u stóp Little Adam’s Peak, koło Ella. Sukien jest duży wybór i są zadbane. Zrobiono z nas tam po prostu piękne seniority! (I to niekoniecznie od słowa senior)

Przebieranki (Suda też!) w okolicach Sigiryi
Przebieranka w okolicach Ravana (Ella)

Jeździłam! To często konieczność komunikacyjna, choć kierowcy tuk-tuków uważani są za naciągaczy. Ten pojazd to skrzyżowanie skutera z samochodem: z przodu jedno miejsce dla kierowcy i kierownica, jak w motocyklu, z tyłu 2 miejsca, otwarte boki. Niektórzy objeżdżają tuk-tukami Sri Lankę!

Tuk-tuk w całej okazałości

Byłam! Przyjemnie, odprężająco i niedrogo. Polecam! Korzystałyśmy w Tangalle.

Zrobione! Gdybym się nie bała o dopięcie walizki, te zakupy byłyby znacznie większe. SPA Ceylon to dość luksusowa firma kosmetyczna, która specjalizuje się w kosmetykach ajurwedyjskich i pielęgnacyjnych. Do tego ma piękne w wystroju sklepy (w Negombo, Kolombo, Galle, Kandy, Weligama, lotnisko Colombo)

Sklep SPA Ceylon w Negombo
Zaczyna się proces suszenia liści herbaty (foto: Ania)
Herbata według stopnia obróbki i fermentacji (złota, srebrna, zielona, różne etapy czarnej) – foto: A. Ambroziak

Były! Część zachwytu nad Sri Lanką zawdzięczam słoniom. Jest ich naprawdę dużo, są piękne i majestatyczne. A najbardziej niezwykłe były te słonie wzdłuż drogi, które chodząc swoimi drogami, wychodziły sobie z dżungli, czasem nawet z małymi. Stąd znaki drogowe, ostrzegające przed słoniami.

Taki oto znak drogowy…
I takie oto spełnienie groźby na znaku – po prostu spaceruje… O zagrożeniu dla ruchu lepiej nie mówić.

Zobaczyliśmy dwa, a mówi się, że na Sri Lance jest ponad 380 zarejestrowanych wodospadów! My byłyśmy pod Ramboda Falls oraz Ravana Falls. Najwyższy i najsłynniejszy z wodospadów nazywa się Bambarakanda (263 m).

Wodospad Ramboda, około 109 m

Udało się! Dla mnie nie pierwszy to raz, ale „spicy garden” to ważne miejsca na Sri Lance, podobnie, jak i same przyprawy. Wyspa słynie z cynamonu, poza tym z goździków, kardamonu, czarnego pieprzu, kurkumy i wanilii.

Czarny pieprz
… i kakaowiec

Fale na południu Sri Lanki, gdzie jest otwarty ocean, są okazałe. Trzeba uważać, by nas po prostu nie „sponiewierały”. Fala ma bardzo silny ciąg powrotny, więc łatwo przewraca i ściąga. Pewnie nie zatopi, ale może zgubić okulary, czy nawet poszarpać kostium. Poza tym to sama przyjemność. Miałam wrażenie, że woda w oceanie była cieplejsza niż w basenie. Niestety, przy miejscowym cmentarzyku były wzdłuż drogi kamienie upamiętniające osoby zaginione podczas tsunami w 2004 roku.

Widok na plażę w naszym hotelu w Tangalle

    Komentarzy - 8

  1. Pięknie! Oddałaś ducha wyprawy! Dokładnie tak! I wrażenia, i odczucia – wszystko się zgadza! Do tego piękne zdjęcia pokazujące miejsca, które warto zobaczyć na własne oczy.
    Jak zawsze – brawo Ty!
    Ja również dziękuję. To było niesamowite przeżycie.

  2. Ale zazdroszczę! Ekipy i samej podróży! Jak zawsze po przeczytaniu Twojego artykułu chcę tam pojechać i zobaczyć to wszystko! I poczuć smak herbaty! Idę sobie sparzyć! 😃

  3. Czy herbata na Cejlonie jest całkowicie inna w smaku w porównaniu herbatą cejlońską z europejskiego marketu?

    1. Herbata jest naprawdę dobra, można się delektować. Trudno mi jednak porównać – przede wszystkim zawsze jest parzona z liści, nie z torebek. Do herbaty torebkowanej wędrują najdrobniejsze spady.

    2. Herbaty Dilmah i Basilur są opisane jako zbierane i pakowane na Sri Lance, więc można mieć jakieś wyobrażenie o smaku. Choć herbata z odwiedzonej przez nas fabryce herbaty Kingswood Tea Factory jest niepowtarzalna i pyszna.

  4. Lwia Skala niesamowita! Taniec folklorystyczny pieknie kolorowy!
    I slonie czestsze niz u nas jakiekolwiek inne zwierzeta przy drogach….
    Do tego durian – alez chcialabym kiedys sprobowac:)
    To sie nazywa wyjazd!
    Na pocieszenie Most 9 Lukow skojarzyl mi sie z polskimi Stanczykami: tam bylam:)
    Gdyby nie Twoj blog, nawet bym nie pomyslala, ze taka Sri Lanke mozna by zwiedzac…
    Zwiedzaj dalej w imieniu wszystkich czytajacych ten blog:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *