Pasztet nie jest najłatwiejszą i najpowszechniejszą rzeczą do wytwarzania w domu przed świętami, ale – wierzcie mi – warto! Pasztetowe delicje i smakowitości zajadamy z chrzanem lub innym sosem. Przez lata taki pasztet co święta piekła moja mama, choć wtedy jeszcze pochłaniał mnóstwo pracy, bo wiele czynności wykonywała ręcznie. Później działo się to z moją pomocą, w końcu – pałeczka została całkowicie przekazana. Życie…! Pasztet wymaga 2 dni, żeby dać spokojnie wystygnąć przygotowywanemu mięsu.
Składniki:
Ich ilość zależy od tego, ile pasztetu chcemy otrzymać, ale ja sugeruję, żeby nie robić mniej niż dwóch blaszek pasztetu, bo zwyczajnie szkoda roboty. A na tyle trzeba przygotować około 4 kg mięsa łącznie.
- 1-1,2 kg wieprzowiny, np. łopatki wieprzowej (nie musi być szczególnie chuda)
- 1-1,5 kg udek lub ćwiartek drobiowych
- 0,5-0,7 boczku surowego
- fakultatywnie – trochę podgardla, wołowiny lub innego mięsa (dziczyzny, kaczki, indyka)
- 0,5 kg wątróbki drobiowej
- 3 duże cebule
- 2 pietruszki, 3 spore marchwie, 0,5 dużego selera, por
- 4 jajka
- bułka do rozmoczenia
- przyprawy (dużo!): sól, imbir mielony, gałka muszkatołowa, pieprz czarny, majeranek
- fakultatywnie – śliwki suszone, grzyby suszone (ja na ogół nie daję)
Przygotowanie:
Mięso pokroić na mniejsze kawałki i wstawić posolone do gotowania z dodatkiem warzyw (marchewki, pietruszki, selera, pora). Ugotować w garnku (garnkach) do miękkości.
Przy tej okazji ja zwykle robię rosół, gotując osobno mięso drobiowe z warzywami.
Po wystygnięciu całe mięso obrać od kości. Wątróbkę usmażyć na oleju, doprawiając solą i pieprzem. Bezpośrednio po wątróbce usmażyć na złoto cebulę. Namoczyć bułkę (lub nawet 1,5 bułki).
Zmielić na średnią grubość całe ugotowane mięso, warzywa (bez pora) i usmażoną wątróbkę, także bułkę, wbić jajka, a następnie – przystępujemy do mieszania! Teraz najlepiej zrobi to za nas maszyna, ale niegdyś mieszanie mięsnej masy robiłyśmy ręcznie. Dobrze doprawić – pasztet nie lubi nijakości, musi być konkretny i z charakterem. Sypię dużo imbiru, pieprzu i gałki.

Blachy tzw. keksówki (podłużne; mogą być też takie rynienki aluminiowe jednorazowe) należy dobrze wysmarować tłuszczem i posypać bułką tartą. Można położyć na spód paseczki słoniny, ale ja tego nie robię. Za to ostatnio kładę w połowie wysokości pasztetu rząd suszonych śliwek. Dobrze docisnąć i uklepać mokrą dłonią lub łyżką.
Pieczemy w temperaturze 180-200 stopni w termoobiegu (pasztet akceptuje też góra-dół, wtedy troszkę dłużej go trzymamy w piekarniku) przez godzinę, do 1h15. W praktyce przez pierwsze 20 minut piekę go w wyższej temperaturze, potem zmniejszam do 180 stopni. Góra pasztetu musi przypiec się lekko na brązowo.
Wyjmujemy z foremek dopiero po ostygnięciu i okrojeniu nożem dookoła. Pasztet wytrwa w lodówce ładnych parę dni bez najmniejszej straty smaku (zawinąć w folię aluminiową) i doskonale się zamraża.
Świąteczne i poświąteczne SMACZNEGO!
