W podróży

Gambia i Senegal, gdzieś w Afryce…

Gambia stała się celem mojej podróży na zimę, w lutym 2025 roku. Nie od razu celowałam w Gambię. Po prostu przymierzałam się do lutowego wyjazdu, a cel nie był oczywisty. Jednak im dłużej się temu krajowi przyglądałam, tym bardziej nabierałam ochoty.

Afryka Zachodnia była mi w zasadzie obca. A już na pewno ten malutki kraj, na wywołanie którego większość osób reagowała: Gambia? Aaa, to gdzieś w Afryce…? Czy w Azji? Przyznajcie się, drodzy czytelnicy, Wy też?

Oto i Gambia, pomiędzy Senegalem, na mapie zachodniej Afryki

Wcale się zresztą nie dziwię – trudno wręcz zobaczyć Gambię na globusie. Otóż, jeśli znajdziecie Senegal, to Gambia wślizguje się w niego od strony Oceanu Atlantyckiego chudym wężykiem, granicząc z Senegalem od północy, wschodu i południa – jest on jej jedynym sąsiadem kontynentalnym. Od zachodu państwo Gambia ma ocean, do którego szeroko uchodzi rzeka Gambia. Cały kraj o powierzchni ponad 11 tys. km 2 (mniej więcej województwo świętokrzyskie) rozciąga się wokół dolnego biegu rzeki Gambii i jest najmniejszym kontynentalnym państwem Afryki. Do tego najniżej położonym.

Gambia, a właściwie bardziej – strategiczne ujście rzeki Gambia – było we wcześniejszych wiekach przedmiotem sporów między Portugalczykami, Hiszpanami, Francuzami, palce maczało tam również Księstwo Kurlandii. Wreszcie w XIX wieku Gambia stałą się kolonią brytyjską aż do 1965 roku.

Republic of The Gambia – tak brzmi oficjalna nazwa kraju od 2017 roku (z the pisanym wielką literą). Językiem urzędowym jest angielski, dominuje islam (ok. 95%), a stolicą jest Banjul (Bandżul). W Gambii zamieszkuje ponad 2 miliony mieszkańców, przynależących do różnych plemion (najliczniejsze: Mandinka, Fulanie, Wolofowie)

W Barra; podobne obrazki spotyka się w Bakau i w wioskach senegalskich

Czy warto jechać do Gambii?

Sama postawiłam to pytanie, nieco przewrotnie, bo nie lubię takich pytań – dla mnie niemal wszędzie WARTO jechać. Jednak spróbuję odpowiedzieć wczuwając się w typowego turystę czy też osobę szukającą wypoczynku. Wiele osób spotkanych na tym wyjeździe twierdziło, że tak, że cieszą się, że tu przyjechały, ale to tylko raz, więcej by się nie wybrały. Dlaczego tak? Otóż Gambia to biedny kraj. Wiele rzeczy tu obserwowanych była dla nas jaskrawym kontrastem z codziennością. Jako Europejka, czasem wręcz czułam się winna, że my mamy drogi, transport, służbę zdrowia i emerytury. Że nawet jeśli marudzimy, jak u nas jest źle, to mamy paszporty, pieniądze, żeby kupić wszystko, czego nam w codziennym życiu potrzeba. I wszystko to znajdziemy w sklepach, na ogół czystych i niezakurzonych, w sporym asortymencie. A jednak – oni mają tak wiele uśmiechu i życzliwości dla innych!

Gambijczycy na plaży

Poza tym mają słońce! I dla mnie to właśnie stanowiło powód numer jeden, żeby tutaj przyjechać. Jeśli więc w środku zimy potrzebujesz dawki ciepła, słońca i prawdziwej egzotyki – Gambia jest dla Ciebie! Nie ukrywam, że była to podróż z biurem i miałam zapewniony cały podstawowy byt – bungalow w hotelu na cypelku oblanym z trzech stron oceanem i dobre jedzenie. Przyjechałam tu sama, ale ani przez chwilę nie czułam się z tym źle (no, może jedynie wychodząc gdzieś pospacerować i porobić zdjęcia, gdy miałam zaraz dużo kolegów i zainteresowanych)

Mają prawdziwą naturę. Blisko, na wyciągnięcie ręki albo na dojechanie gdzieś nie bardzo daleko. Naoglądałam się zwierząt, także dzikich, wszelkiego ptactwa, niezwykłości rzeki, namorzyn, niesamowitej tropikalnej roślinności.

Co zobaczyć podczas wypoczynku w Gambii?

  1. Wybrać się promem na drugą stronę rzeki Gambia
  2. Pojechać do Senegalu, do rezerwatu Fathala na safari i spacer z lwami
  3. Obejrzeć krokodyle w Kachikally Park
  4. Podglądać małpy w Bijilo Monkey Park
  5. Popłynąć kajakiem przez namorzyny
  6. Zobaczyć port rybacki i targ rybny
  7. Popłynąć na wyspę Kunta Kinteh (James Island)

Wybrać się promem na drugą stronę rzeki Gambia

To jest jak skok na główkę w głęboką egzotykę. Prom Bandżul – Barra daje nam taki podgląd prawdziwego życia w tym rejonie świata, jakiego trudno by nam było doświadczyć w innym miejscu tutaj. Wstaje świt, czekamy na prom w porcie Banjul. Prom kursuje od godziny 7 do 21, ale rozkład jazdy nie istnieje – odpływa, jak przypłynie i się załaduje. Oprócz nas całe mnóstwo ludzi: pieszo, zdezelowanymi samochodami, wypchanymi ciężarówkami. Często z ogromnymi bagażami – to kosze, noszone na głowie potężne pakunki, torby, czasem stadko kóz, u kobiet często na plecach dziecko przywiązane chustą.

Prom nadpływa!
Załadunek promu

Zdarzają się kury i kaczki, czasem nawet większe zwierzęta. Niekiedy jakiś elegant z teczką czy wystrojone, kolorowe miejscowe elegantki. Samochody wjeżdżają, ludzie wchodzą i zajmują ciasno miejsca, trwa to dość długo. Prom wygląda na mocno zużyty. Siedzimy w górnej, otwartej części. Płyniemy około 40 minut. W trakcie przeprawy widać zacumowany spory statek pod turecką banderą, który ponoć jest wytwórnią prądu, zasilającą całą Gambię. Mijamy nieco łodzi płynących po rzece, wypakowanych ludźmi po brzegi, jakby były łodziami pełnymi uchodźców. To transport indywidualny przez rzekę Gambię. Klienci łódek, przynajmniej ci co bardziej eleganccy, po dopłynięciu są z nich wynoszeni (naprawdę!) na brzeg, bo te łodzie cumują kawałek od nabrzeża. Potężne worki z ładunkiem także są przenoszone ręcznie.

Prom jest pełen. Kwitnie tu także handel.
Indywidualny transport przez rzekę Gambię

Gdy prom przybywa do Barra, fala ludzi wylewa się długą, barwną falą przez miasteczko. Teraz musimy dojść do naszego busika. W drodze powrotnej, mimo długiego oczekiwania na prom w lokalnej restauracji, wsiedliśmy na pokład, za to bus nie wjechał! Nie załapał się po prostu. Wsiadając mijaliśmy ogromną kolejkę samochodów, dymiących tak cuchnącymi spalinami (na czym oni jeżdżą?), że musiałam zasłaniać twarz. „This is Africa!” – rzucił widząc to młodzieniec przy kopcących pojazdach.

Pojechać do Senegalu, do rezerwatu Fathala na safari i spacer z lwami

Najpierw czeka nas nie taka długa w kilometrach, ale rozciągnięta w czasie podróż busem do granicy Gambii i przejścia drogowego z Senegalem. Wysiadamy wszyscy, by udać się w kolejkę do odprawy paszportowej po stronie gambijskiej. Kolejka trwa i trwa, tu czas płynie wolno. Tłum na granicy jest spory. Urzędnik każdy paszport sprawdza, pyta o zawód i pieczołowicie stempluje (przybyły mi po tej wyprawie 4 stemple w paszporcie!). Po kontroli przychodzi czas na przejście na kontrolę senegalską, połączoną ze sprawdzaniem żółtych książeczek szczepień. Teoretycznie wymagane jest szczepienie przeciw żółtej febrze, ale jeśli ktoś go nie ma, to po prostu uiszcza 10 euro. Po odczekaniu w kolejce, sprawdzeniu i ostemplowaniu, wsiadamy (wśród tłumu sprzedających rozmaitości) do naszego busa. Cały postój na granicy trwał pewnie z półtorej godziny. Współczucie, jeśli ktoś musiał tam korzystać z toalety. Do rezerwatu Fathala pozostało stamtąd jeszcze blisko godzina drogi.

Nim pojedziemy na safari do parku, czeka nas jedna z ważniejszych atrakcji tego miejsca – spacer z lwami. To jedno z pięciu miejsc na świecie, które oferuje taką niesamowitą możliwość. Wyodrębniono osobny, zamknięty teren, na którym żyje aktualnie 6 lwów, 3 pary.

Przyznam, że byłam nieco sceptycznie nastawiona to faktu spacerowania z lwami. Wyczuwałam gdzieś tu jakieś drobne naciąganie – albo lwy są nieprawdziwe, albo wiąże się to z ich złym traktowaniem, by całkowicie zatraciły instynkt. Wytłumaczono nam jednak, że lwy są wychowywane w parku i przyzwyczajane do obecności człowieka, a ponadto nigdy nie polowały – karmione są przez pracowników parku poćwiartowanym mięsem osiołków, żeby utraciły instynkt łowcy.

Lwy są więc nieco leniwe, mocno najedzone, ale odbywają z nami spacer po sawannowej okolicy. Zdjęcia i filmy wychodzą atrakcyjnie, ale dreszczyk emocji pozostaje. Jest kilka zasad, których należy przestrzegać, między innymi poruszanie się z kijem, unikanie zwierzęcych printów na ubraniu, zakaz noszenia torebek i okularów słonecznych w czasie spaceru oraz zakaz dotykania zwierząt. To nie są zdecydowanie kociaki do głaskania!

To moje zdjęcie z lwami: może kontrowersyjne, może zaskakujące, może powód do zazdrości…? Ale postanowiłam spróbować tej atrakcji.

Sam rezerwat przyrody Fathala w Senegalu ma obszar około 6000 hektarów pierwotnej puszczy afrykańskiej. Powstał w latach 80. wieku XX dla ratowania krajobrazu i życia na tych obszarach. Wsiadamy do odkrytych samochodów i ruszamy na łowy, by przez około dwie godziny szukać i wypatrywać zwierząt. Żyje tu kilka gatunków antylop – Eland, buszbok, waterbuck, kilkanaście guźców, żyrafy, zebry i jeden nosorożec. Na samym początku – wspaniała niespodzianka na dobry początek – stadko żyraf!

Te żyrafy dały nam dobry początek safari po parku Fathala

Zwierząt spotyka się sporo, ale też nie jest to wielki park; mniej trzeba za nimi jeździć. Dla mnie ogromną frajdą było spotkanie nosorożca. Przepięknie się nam wystawiał z różnych stron. Frajda tym większa, że byłam już na kilku safari w różnych parkach w Kenii i Tanzanii, ale nosorożec był tym zwierzęciem z tak zwanej wielkiej piątki, którego nie udało mi się widzieć.

Oto i Kevin

Nosorożec nazywany przez pracowników parku Kevinem, to ostatni przedstawiciel tego gatunku na terenie Afryki Zachodniej. Planowano rozmnożenie i nawet przybył tu wraz z samicą, jednak ta … została przez niego uśmiercona! Podobnie jak niektóre zebry czy żyrafy w parku Fathala. Nasz Kevin jest więc agresywnym samotnikiem.

Po zwiedzeniu parku i posiłku znów przejażdżka do granicy, kontrole, upał, kurz, oczekiwanie na wejście na prom i przeprawa o zachodzie słońca. Gdy przybijamy do Bandżul jest już ciemno.

Obejrzeć krokodyle w Kachikally Park

Krokodyle żyją tu na wolności, cały teren parku jest do ich dyspozycji. Chodzą więc sobie tu i tam, trzeba uważać wokół siebie. Jednak podobnie jak lwy w Fathala, są zdecydowanie powolne i najedzone. Z pozoru.

Krokodyle leżakujące nad świętym jeziorkiem, nad które miejscowe kobiety przyjeżdżają, by prosić o płodność. To miejscowy rytuał i wierzenie.
Czasami nawet chce im się otworzyć paszczę…!

Kachikally Crocodile Pool znajduje się w miejscowości Bakau, miasteczku położonym ok. 15 km od Bandżul, a przy okazji ledwie niecałe 2 km od naszego hotelu. Jest jedną z większych atrakcji turystycznych Gambii za sprawą jeziorka, w którym mieszka kilkadziesiąt krokodyli, głównie nilowych. Największe okazy osiągają nawet 4,5 metra długości. Teren krokodylowego kompleksu (4 hektary) zawiera „święty” basen z krokodylami, gdzie przybywają miejscowi ludzie uczestniczący w rytuałach płodności, muzeum etnograficzne w czterech okrągłych chatach (warto zobaczyć scenki i eksponaty związane z Gambią). i ścieżkę przyrodniczą.

Ozdobne wejście do parku z krokodylami
Na ścieżce przyrodniczej w Kachikally

Teren parku, nieco dalej od jeziorka, gdzie nie zapuszczają się już krokodyle, stanowi ładną i pełną ciekawych drzew i roślin trasę. Krokodyle zaś „pozują” nawet do zdjęć pod nadzorem pracowników parku, którzy przy okazji zbierają również datki na karmę dla gadów. Do Kachikally Park dojechaliśmy z lokalnym przewoźnikiem, który za dopłatą dowiózł nas także do małpiego gaju Bijilo.

Podglądać małpy w Bijilo Monkey Park

Znacznie więcej wrażeń dostarcza park Bijilo. Wiadomo – małpy są wdzięczniejsze i znacznie bardziej interaktywne od krokodyli. Najpierw odbywamy dyskusję z szefem obsługi, który namawia nas zawzięcie na przewodnika, ten zaś wydaje nam się niekonieczny. Ulegamy w końcu i to był dobry krok, bo dzięki temu spotykamy więcej zwierząt i wiemy, jak z nimi postępować. Mamy ciekawsze zdjęcia. Ruszamy wyposażeni w nabyte torebki orzeszków arachidowych. Przy wejściu i w parku spotykamy grupy szkolne.

„Rudasy” czekają na gości
Proszę, jaka przyjażń! Ja nadrabiam miną.

Na sporym obszarze leśnym Bijilo (ponad 51 hektarów!), leżącym przy wybrzeżu Atlantyku, żyje w niemal naturalnym środowisku kilka gatunków małp, w tym głównie gerezy, koczkodany rude i kotawce jasnonogie. Są śmiałe, mało płochliwe i podchodzą do turystów.

Są przyzwyczajone do ich obecności – podbiegają, wskakują na ramię, chętnie zajadają podsuwane im orzeszki, a przy tym świetnie pozują do zdjęć. Pewnie bez przewodnika nie odważyłabym się na taki bliski kontakt. Małpy skaczą, karmią młode i bawią się między sobą. Rude są większe i bardziej fotogeniczne.

Wizyta w parku trwa z naszym przewodnikiem około 1,5 godziny, ale pozostać w nim można dłużej, jeśli ma się potrzebę. Oprócz małp, park oferuje piękne widoki na przybrzeżny las, pełen egzotycznych drzew, lian i tropikalnych ptaków. Na terenie parku prowadzi około 4-kilometrowa ścieżka dydaktyczna oraz ornitologiczna, żyje tam także duża populacja rozmaitych innych zwierząt, ptaków i owadów.

Termitiera w lesie Bijilo

Bijilo Monkey Park znajduje się około 10-11 km od Banjul, w pobliżu okazałego chińskiego centrum konferencyjnego (Sir Dawda Kairaba Jawara International Conferance Center)

Popłynąć kajakiem przez namorzyny

Wycieczka kajakiem jest proponowana zwykle przez organizatorów wyjazdów do Gambii. Wyjazd z hoteli jeszcze przed świtem, by dotrzeć busami na miejsce startu – trawiasty brzeg rzeki z poustawianymi kajakami i łodziami. Wycieczkę zaczynamy na obrzeżach Parku w Tanji Bird Reserve . Można płynąć kajakiem, a w razie braku partnera czy ochoty na wiosłowanie – większymi nieco, kolorowymi pirogami dla kilku osób, ze sterniko-wioślarzem. Korzystam z tej drugiej opcji.

Krętą, lecz spokojną rzeką, wśród namorzyn płyniemy cicho, wypatrując różnego rodzaju ptactwa, małp czy też waranów. Znawcy ptaków są w siódmym niebie – spotykamy kormorany, czaple siwe, czaple nadobne, rafowe, wężówki i zimorodki. Wschód słońca jest magicznym spektaklem, który rozświetla powoli i ożywia otaczającą przyrodę. Ptaki zaczynają śpiewać swoje poranne świergoty i nawoływania.

Nad rzeką wstaje dzień…

Na półmetku wycieczki jest wysepka, na którą przybijamy i dostajemy śniadaniową kawę i kanapki. Później możemy pospacerować oraz ,,pomazać się błotem”. Tłustym, trudno zmywalnym, ponoć bogatym w cenne składniki. Powrót odbywa się tą samą drogą, lecz już przy innym świetle, z innym ptactwem.

W korzeniach namorzyn żyje wiele ptaków; tu

Sama podróż drewnianą łodzią, pośród spokojnej wody i zieleni wokół, daje niesamowite wrażenie i wypoczynek. To wycieczka, gdzie naprawdę obcuje się z przyrodą – nie dokarmianą, nie aranżowaną „pod turystę”.

I start do lotu…!

Zobaczyć port rybacki i targ rybny

Jeśli lubisz afrykańską egzotykę (czytaj – tak naprawdę miejscową codzienność), musisz wybrać się do portu rybackiego połączonego od razu z targiem rybnym i swoistą przetwórnią ryb po przypłynięciu kutrów. To ręczna oczyszczalnia i suszarnia. Znajduje się w wiosce Tanji.

Rybacy wracają z połowu

Kutry rybackie są długie, smukłe i kolorowe, a właśnie około południa wracają z morza. Przypływający z połowu rybacy, wyciągają na brzeg sieci, zwykle pełne ryb, na miejscu segregowanych i często także patroszonych przez kobiety, po czym sprzedawanych „na pniu”. Czasem poddawanych suszeniu. Wszystko przenoszone jest w pierwszej kolejności na głowach, a dopiero w drugiej za pomocą rąk. Rybacy wynoszą z łodzi potężne kosze i pojemniki, brodząc w wodzie po pachy, nim dotrą na ląd. W porcie nie ma utwardzonych dróg, za to jest mnóstwo much, ptactwa i niewyobrażalny smród ryb.

Ryby rozłożone w różny sposób suszą się na słońcu

Wszystko to stanowi bajecznie kolorowy, ciekawy widok i świetną okazję, by obserwować zwyczajne życie Gambijczyków. Tutaj w porcie jednak wyjątkowo dużo osób, zwłaszcza kobiet, dawało znaki, by ich nie fotografować. Można tylko ryby. Ogromna szkoda, ale trzeba to uszanować. A ciekawych obrazków rodzajowych było tak wiele! Jak wszystkim większym zgromadzeniom, portowi towarzyszył handel i stragany, z których korzystali głównie miejscowi.

Oglądanie portu rybackiego było dla nas finałem spływu kajakiem przez namorzyny. Wioska Tanji leży na południe od Banjul i można tam dostać się minibusem geli geli właśnie ze stolicy lub z Serrekunda.

Lokalne taksówki gambijskie (żółte!) w Bandżul. Są tanie, ale jeździ się nimi „na dosiadanego” czyli w kilkoro pasażerów

Popłynąć na wyspę Kunta Kinteh (James Island)

Do atrakcji zalicza się też wyspa Kunta Kinteh z fortem James, gdzie zaczynała się kolonizacja Gambii, a później „przechowywano” niewolników przed ich podróżą do Nowego Świata. Na tej wycieczce nie byłam, chcę więc ją tylko zasygnalizować na podstawie opowiadań przyjaciół, jako jedną z możliwości.

Wioska Albreda u ujścia rzeki Gambia, będąca w epoce niewolnictwa francuskim punktem handlowym i tranzytowym, stanowiła według historii rodzinną wieś słynnego z serialu z lat 80. ubiegłego wieku, czarnego niewolnika, Kunta Kinte. Serial „Korzenie” opowiadał o latach niewolnictwa i tranzycie statkami do USA ogromnej ilości mieszkańców Czarnego Lądu. W miasteczku i jego bezpośredniej okolicy można zwiedzać m.in. muzeum niewolnictwa oraz ruiny Fortu James wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

W Muzeum Niewolnictwa

W 2011 roku wyspa otrzymała swoją obecną nazwę na cześć właśnie bohatera powieści Korzenie (saga siedmiopokoleniowej rodziny) autorstwa amerykańskiego pisarza o gambijskich korzeniach, Alexa Haleya.

Innych ciekawostek kilka

& Gambia to bardzo biedny kraj; walutą jest dalasi (przelicznik 2025 – 1 GMD=0,06 PLN czyli 100 dalasi jest warte około 6 zł. a 1 USD= około 72 dalasi), najczęstsze w obiegu wśród turystów jest 100 i 200 dalasi. Mniejsze banknoty są zwykle niewyobrażalnie wprost zniszczone. Płaci się niemal wyłącznie gotówką. Trzeba dodać, że chleb kosztuje tu kilkanaście dalasi. Za ładne pareo na przykład w hotelu płaciłam 500 GMD.

& Do Gambii nie ma wiz, polscy turyści mogą wjechać na paszport na pobyt do 28 dni, natomiast po przylocie i przed odlotem uiszcza się opłatę, którą nazywają tam „na ochronę lotniska” i wynosi ona 20 euro, 20 dolarów lub 20 funtów. Trzeba więc przygotować 2 razy po 20. Obywatele gambijscy płacą 1000 dalasi (ok. 60 zł)

& Orzeszki ziemne, nerkowce i inne są ich głównym towarem eksportowym. Warto je zatem przywieźć.

& Gniazdka elektryczne w Gambii to gniazdka typu G (jak angielskie), napięcie 230 V

& Na rzece Gambii, w okolicy portu Bandżul, stoi statek pod turecką banderą, który jest elektrownią i zaopatruje w prąd większą część kraju. Statek można obejrzeć z promu płynącego do Barra.

& Szkolnictwo w Gambii jest obowiązkowe i bezpłatne, ale tylko w zakresie szkoły podstawowej (system 6+3+3), czyli w praktyce większość dzieci w wieku13 lat znajduje się już poza systemem edukacji. Istniejące szkoły często zmagają się z brakami podstawowych rzeczy, choćby toalet. Jeśli wybieracie się do Gambii, weźcie ze sobą trochę przyborów szkolnych czy ubrań, datki pieniężne najmilej widziane, bo uczniowie często są karmieni w szkołach, a na to łożą tylko ewentualni dobroczyńcy (polecam szkołę w Bakau, prowadzoną przez księdza katolickiego; złożyliśmy tam wizytę)

Dzieciaki odśpiewały nam piosenki…
Sala lekcyjna (chyba jedyna), trochę ciemna i bardzo uboga

Gambia jest bardzo przyjazna turystom. Pewnie,że chcieliby przy tym zarobić. I tak każda rodzina, która ma kogoś zatrudnionego w turystyce lub w hotelu, jest wygrana – oznacza to poziom dochodów wyższy (czy to z pracy, czy z napiwków) niż mają inni Gambijczycy w głębi kraju. Warto więc polecić ten kierunek, żebyśmy uświadomili sobie, jak wiele mamy.

    Komentarzy - 9

  1. Wspaniała podróż, pięknie opisana🌹🌹🌹

  2. Wspaniały opis ciekawe miejsca ale zdjęcie lwami przebija wszystko gratulacje!!!! Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszej tak wspaniałej kondycji

    1. Bardzo ciekawie opisana wyprawa do Gambii.Rozwazam wyjazd i są to bezcenne informacje. Pozdrawiam. Barbara

    1. Zalecana jest żółta febra. Zresztą tak zwane żółte książeczki szczepień są wymagane przy wjeździe do Senegalu. Także profilaktyka przeciw malaryczna (łykać Mallarone)

  3. […] W lutym zaczął mi się marzyć jakiś kawałek egzotyki. Trudno było zdecydować, tym bardziej, że podróż miała być w pojedynkę. Gambia w Afryce Zachodniej to naprawdę dobry wybór dla miłośników Afryki, a ta naprawdę bywa specyficzna. Rzeka Gambia, plażowanie nad Atlantykiem, dużo natury, a do tego wycieczka do Senegalu, do rezerwatu Fathala (lwy!) – wszystko to dało naprawdę dużo wrażeń. I co najważniejsze – słońca! Wszystko dokładnie opisałam w Gambia i Senegal, gdzieś w Afryce… […]

Skomentuj Magda Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *