W podróży

Jeśli jedziesz do San Francisco…

If you’re going to San Francisco…- brzmi w moich uszach, gdy to piszę. To miasto zdecydowanie wywołało we mnie największą sympatię. Jeśli miałabym wybrać sobie w Stanach miejsce do życia, byłoby to San Francisco. Miasto niezwykłe, choć przecież nie największe. Miasto, po którym da się nawet chodzić pieszo. Miasto, które słynie z nieregularnej topografii, gdyż zostało zbudowane na ponad 43 różnych wzgórzach. Do tego miasto znane z wielu filmów.

Typowe dla amerykańskiego budownictwa w miastach drabinki na zewnątrz budynku

Trochę konkretów: San Francisco powstało około roku 1776, kiedy Hiszpanie założyli tu fort i misję św. Franciszka z Asyżu. Wcześniej zamieszkiwało teren plemię rdzennych mieszkańców, Yelamu. Miasto położone jest w stanie Kalifornia, na półwyspie San Francisco, otoczonym przez Ocean Spokojny na zachodzie, zatokę San Francisco na wschodzie i cieśninę Golden Gate na północy. To jedno z najbardziej charakterystycznych miast w Stanach Zjednoczonych, wcześniej nazywane Yerba Buena. W 1848 roku odkrycie złota w Kalifornii zapoczątkowało Gorączkę Złota, przyciągając tysiące poszukiwaczy i przyspieszając rozwój miasta. Najtragiczniejszy był jednak rok 1906, kiedy to San Francisco Bay nawiedziło silne trzęsienie ziemi, które, zniszczyło większość miasta. Doprowadziło do pożarów, które przez kilka kolejnych dni nie dały się ugasić. Życie straciło około 3000 osób, a szacuje się, że nawet 300 000 ludzi straciło swoje domy. Miasto jest znane z ikonicznego mostu Golden Gate Bridge, stromych wzgórz i zabytkowych tramwajów Cable Cars. To czwarte pod względem liczby ludności miasto w Kalifornii, zamieszkuje je ponad 800 tysięcy mieszkańców.

Odwiedziłam San Francisco podczas wycieczki po zachodnich stanach USA, w maju 2025 roku i naprawdę zapadło mi w serce i pamięć. Co warto i trzeba zobaczyć w San Francisco, by mieć jego obraz?

Co warto zobaczyć w San Francisco?

  1. Most Golden Gate
  2. Słynną linię tramwajową Cable Cars
  3. Rybackie nabrzeże Fisherman’s Warf
  4. Pier 39
  5. Chińską dzielnicę Chinatown
  6. Dzielnicę hipisów z lat 60 czyli Haight-Ashbury
  7. Ratusz w San Francisco
  8. Nowoczesne centrum z Millenium Tower
  9. Painted Ladies czyli okolice Alamo Square
  10. Więzienie Alcatraz
  11. Lombard Street – najbardziej krętą uliczkę na świecie
  12. Złoty hydrant

Most Golden Gate

To jest absolutny hit, must see i number one i jak go tam jeszcze zechcą nazwać, miasta San Francisco. Obowiązkowy punkt – mówiąc po polsku. Most, który jest symbolem i robi wrażenie. Ikona.

Niektórzy chcą na niego tylko popatrzeć, inni, tak jak my, robią sobie pieszą wycieczkę na drugą stronę (most ma 2,7 km długości, dokładnie 2737 m), jeszcze inni po prostu nim jeżdżą, bo stanowi on ważny element komunikacyjny San Francisco. Przejazd przez most jest płatny (8$), ale tylko w jedną stronę (do San Francisco). Podobno do 1971 roku most już zarobił na siebie, ale teraz musi jeszcze być wzmocniony przed trzęsieniami ziemi, co generuje kolejne koszty. Mimo, że z nazwy złoty, most Golden Gate jest… czerwonopomarańczowy!

Budowa mostu nad Golden Gate rozpoczęła się w styczniu 1933 i trwała do 1937. Otwarcie dla ruchu nastąpiło 27 maja (rok przed śmiercią Straussa, autora projektu mostu). Most budowany był przez ponad cztery lata i kosztował około 27 milionów dolarów, w tym dwa miliony wyniósł projekt. Przeprawa nad cieśniną Golden Gate (Złote Wrota) stała się na długo najdłuższym mostem wiszącym na świecie. Do tej pory jest ciągle uznawany za szczytowe osiągnięcie inżynierskie. Most ma 2 ogromne bliźniacze pylony o wysokości 218 metrów, a każda z lin, na których wiszą przęsła, ma 93 centymetry średnicy.

Do San Francisco wjeżdżaliśmy innym mostem, Bay Bridge, co już w pierwszym momencie pozwoliło nam napatrzeć się do woli na czerwony Golden Gate. Mieliśmy bowiem na niego przepiękny widok przez wody zatoki. Później, gdy podjechaliśmy blisko, by wyruszyć pieszo, podziwialiśmy boczny widok. Na samym moście zaś doświadcza się… głównie wiatru, ale i potęgi lin i pylonów z bliska. Z kolei podczas rejsu na Alcatraz widzieliśmy go z bardzo, bardzo daleka.

Ponieważ most ten był długo głównym miejscem samobójstw w Stanach Zjednoczonych, zabezpieczono go wystającym od zewnątrz na około 2-3 metry podestem z grubej siatki, ciut poniżej poziomu chodnika. Ponadto co kawałek znajdziemy informacje o możliwości pomocy w kryzysowych sytuacjach przez dyżurnych psychologów, nawet z możliwością natychmiastowego połączenia jednym przyciskiem.

Wspomniane informacje o możliwości uzyskania porady w kryzysie
Pylon z bliska – potęga!

Ciekawym momentem w historii mostu były obchody jego 50-lecia w 1987 roku. Na moście wstrzymano ruch kołowy, natomiast udostępniono go możliwie największej ilości pieszych. Szacunkowa liczba osób na moście wynosiła około 800 000, co spowodowało ugięcie mostu o siedem stóp!

Most Golden Gate często spowijają mgły. My mieliśmy szczęście: ciepło nie było, ale słońce i przejrzystość powietrza – wymarzona!

Słynna linia tramwajowa Cable Cars

Charakterystyczne tramwaje linowe pną się po słynnych stromych ulicach San Francisco, stanowiąc ostatni działający na świecie system ręcznie sterowanej kolejki linowej. Tak, to nie pomyłka – kolejki linowej! Wagony tramwajów są ciągnięte za pomocą lin wbudowanych w ulice. Te kolejki zostały w 1964 roku uznane za narodowy zabytek historyczny. Odnowione i wyposażone w nowe tory, kable, zwrotnice i mechanizmy napędowe działają tak samo jak w 1873 roku.

Krajobraz z tramwaju w dół, za tramwajem. Widać wyraźnie (oprócz torów) zagłębienia na liny napędzające.

Jazda tym niezwykłym tramwajem-kolejką i obserwacja go to wielka frajda. Można przede wszystkim oczekiwać na przystanku początkowym, jak tramwaj zostanie przestawiony na inny kierunek jazdy. W tym celu wjeżdża na obrotowe kółko i ręcznie przez 2 pracowników jest obracany we właściwą stronę. To niesamowity proces! Najlepiej skorzystać z linii Powell / Hyde lub Powell / Mason.

Tramwaje samym swoim dawnym wyglądem budzą zainteresowanie i sympatię; są drewniane, można w nich usiąść w środku, ale także na otwartych platformach, co przypomina nasze mocno dawne doświadczenia z jazdą tramwajem „na winogronko” czyli zwisając na zewnątrz, trzymając się tylko uchwytów czy drzwi. Podczas jazdy tramwaj dzwoni, a jego dźwięk słychać z daleka.

W Cable Car można nawet jechać na schodkach

W San Francisco zobaczymy też Muzeum Tramwajów Linowych (Cable Car Museum, 1201 Mason Street), w którym można za darmo sprawdzić, jak działa cały system. Muzeum otwarto w maszynowni, która napędza system kabli biegnących pod ulicami miasta.

Pan motorniczy napędza…
Ulica za tramwajem

Jednorazowy przejazd zabytkowym tramwajem kosztuje 8$, a bilet dzienny na całą komunikację, z cable cars włącznie – 13$. Bilety można kupić u konduktora w tramwajach linowych lub w kioskach z biletami przy stacjach końcowych, a tak najlepiej – przez aplikację MuniMobile. Poza dawnymi tramwajami w mieście funkcjonują także tramwaje elektryczne (oznaczane literkami), trolejbusy, autobusy oraz metro.

Rybackie nabrzeże Fisherman’s Warf

Fisherman’s Warf to dzielnica portowa, najbardziej wysunięta na północ część nabrzeża San Francisco. Przy niej znajdziemy kolejne odgałęzienia czyli mola (pier) na przykład Pier 33, gdzie odpływają promy do Alcatraz, a najsłynniejszy Pier 39 z lwami morskimi leży w pobliżu.

To najbardziej ruchliwe turystycznie miejsce, gdzie znajdziemy wiele sklepów z pamiątkami, stoisk sprzedających dania z kraba i zupę z małży podawaną w bochenku chleba na zakwasie, a hitem jest gęsta zupa rybna chowder. Z każdego niemal miejsca Fisherman’s Warf roztacza się malowniczy widok na most Golden Gate i wyspę Alcatraz.

Możemy tu także zwiedzać zabytkowe statki. Ważnym punktem jest Ghirardelli Square, gdzie mieści się słynna dawna fabryka czekolady z butikami i restauracjami. Jedno jest pewne – na Fisherman’s Warf, we dnie i wieczorem da się znaleźć atrakcje dla każdego! A nawet sklepy z bluzami po 10$.

Pier 39

Od Fisherman’s Warf bliska i bezpośrednia droga do Pier 39. Uważane dziś za jedną z ciekawszych atrakcji, to Molo 39, zostało w roku 1973 wymarzone i następnie zrealizowane (otwarcie 1978) przez Warrena Simmonsa. Pier 39 słynie ze spektakularnych widoków na zatokę San Francisco, w tym na obydwa mosty (Golden Gate, Bay Bridge). Barwnym wyróżnikiem Pier 39 jest obecność lwów morskich, wychodzących tutaj na ląd i odpoczywających na pływających pomostach.

Biolodzy z Marine Mammal Center uważają, że kalifornijskie lwy morskie wybrały tam właśnie miejsce wyjścia na ląd, ponieważ znajdują tu mnóstwo pożywienia, a w wodach zatoki nie zagrażają im większe drapieżniki morskie. Naprawdę, możliwość obserwacji tych szczególnych zwierzaków oraz ich ilość jest niesamowita! Przemieszczają się, podgryzają, walczą, a najczęściej zwyczajnie leżakują leniwie. Do tego szczekają i to dość hałaśliwie! Można im się przyglądać godzinami.

Co jeszcze nas zaciekawi na Pier 39? Liczne sklepy, restauracje, oceanarium, salon gier wideo, przedstawienia uliczne, centrum informacyjne o ssakach morskich Molo to także idealne miejsce, aby zaopatrzyć się w prezenty i wszelkiego rodzaju pamiątki: t-shirty, pocztówki, plakaty, naklejki, breloczki i innego rodzaju gadżety inspirowane miastem i jego najbardziej rozpoznawalnymi atrakcjami. Znajdziemy także na molo piekarnię i bistro Boudin’a oraz trzy restauracje prowadzone przez potomków Warrena Simmonsa.

Handel i gastronomia na Pier 39 kwitną i hulają!

Chińska dzielnica Chinatown

Przejeżdżając lub spacerując po San Francisco, gdzieś w pobliżu Grant Avenue, znajdziemy się powoli w całkiem jakby odmiennym świecie: inne zdobienia budynków, dużo smoków i czerwonych lampionów, inne wystawy sklepowe. Małe sklepiki, schowane restauracyjki, kolorowe szyldy z chińskimi znakami, knajpki bardziej azjatyckie, słychać częściej mandaryński niż angielski – słowem – inny świat! Różnice w ludziach są może najmniej zauważalne. A jaka ładna brama Dragon Gate! To Chinatown, chińska dzielnica. Największa chińska dzielnica poza kontynentem azjatyckim.

Brama do Chinatown czyli Dragon Gate

Historia dzielnicy Chinatown w San Francisco sięga 1848 roku, kiedy to do miasta przybyli pierwsi emigranci z Chin. Chińska społeczność w San Francisco jest bardzo liczna i bardzo aktywna, organizuje święta, pochody, przemarsze. Byliśmy świadkami jednego z takich eventów, kiedy to wzdłuż ulicy The Embarcadero przemaszerował długi, kolorowy i świetnie zorganizowany pochód, ze smokami i inscenizacjami. Chodziło o jakieś święto, ale nie brakło też akcentów politycznych (np. plakaty, że Komunistyczna Partia Chin to nie Chiny etc.)

Symboliczny kwiat lotosu na chińskim pochodzie
Wieczorne obrazki z chińskiej dzielnicy

Chinatown słynie z dobrej kuchni i wielu restauracji. Skorzystaliśmy i my, wierząc, że chińska restauracja to gwarancja ciekawych doznań smakowych. W zasadzie się sprawdziło i jedzenie było dobre, tylko zniechęciła nas nieco starszawa kelnerka z trudnym do dogadania angielskim, natomiast wystarczająco dobrym, żeby się domagać większego napiwku. Och, ci Chińczycy…!

Dzielnica hipisów z lat 60 czyli Haight-Ashbury

Wow! Co tam się działo! Kolorowo, wolnościowo i niesamowicie! Prawie jak w tej tytułowej piosence.

If you’re going to San Francisco
Be sure to wear some flowers in your hair
If you’re going to San Francisco
You’re gonna meet some gentle people there

For those who come to San Francisco
Summertime will be a love-in there
In the streets of San Francisco
Gentle people with flowers in their hair

All across the nation such a strange vibration
People in motion
There’s a whole generation with a new explanation…
(Scott McKenzie, 1967)

Tyle tylko, że dzieci-kwiaty są dziś w wieku emerytalnym, a ciągle można ich tam spotkać. Wrażenia z oglądania kolorowych domów Haight-Ashbury są niezapomniane. Tutaj naprawdę można ucieleśnić swoje wspomnienia z lat 60 czy 70, zobaczyć miejsca, które były świadkami przemian kulturowych.

Spotkamy mnóstwo zabawnych gadżetów, a w sklepach i butikach przegląd płyt winylowych, kolekcje starych przedmiotów, no i przede wszystkim – ciuchy! Kolorowe ubrania vintage królują. Na uwagę zasługują też księgarnie, gdzie na wystawach wypatrzymy różne wywrotowe, rewolucyjne, czy choćby bardzo swobodne pozycje książkowe.

To tutaj przecież utworzyła się tu kolebka ruchu hipisowskiego. W 1967 roku zorganizowano w tej okolicy tak zwane Lato Miłości, na które zjechały się tysiące hipisów z całego kraju. Mieszkała tu niegdyś Janis Joplin, Jimi Hendrix i wiele innych kultowych postaci tamtych lat.

Ratusz w San Francisco

Ratusz był pierwszym miejscem w San Francisco, który wyszliśmy obejrzeć. Biały, potężny i monumentalny, ze złoceniami.

Gdzieś wyczytałam, że stanowe parlamenty w USA są często w swej architekturze podobne do Kapitolu (Waszyngton). Sprawdza się to w przypadku San Francisco. Ratusz, położony w dzielnicy Civic Center, zwany Pałacem Ludowym, ma piątą co do wielkości kopułę na świecie! Ma także blisko sto lat, a jego poprzednik, stary budynek ratusza, został kompletnie zniszczony w wyniku trzęsienia ziemi w 1906 roku.

Okazałe wnętrze jest często odwiedzane przez turystów, fotografów i… pary młode. Ponadto „grało” w filmach – na przykład „Brudny Harry” czy „Indiana Jones”. Przede wszystkim jednak Ratusz jest miejscem zawierania ślubów. Ależ w nim jest ruch odświętnie ubranych par i gości! Spędziliśmy tam około pół godziny w dzień powszedni, a przewinęło się wkoło nas naprawdę sporo ślubnych grup – część na zewnątrz na schodach, część w pięknym wnętrzu. Dowiedziałam się, że rezerwacja terminu ślubu jest możliwa online lub telefonicznie. 

Po ratuszowych wnętrzach odbywają się zorganizowane wycieczki. Te trwające około godziny, bezpłatne dla indywidualnych zwiedzających spacery, są dostępne w piątki o 11:00 i 13:00. Jednak aby wejść do Ratusza, każdorazowo trzeba poddać się kontroli bezpieczeństwa, jak na lotnisku bądź w sądzie.

Nowoczesne centrum z Millenium Tower

Nowoczesne centra nie są zazwyczaj przedmiotem szczególnych atrakcji turystycznych i miejscami, które się zwiedza. Czasem jednak, dla oddania atmosfery miasta, warto o nich coś wiedzieć. A choćby to, że wybudowana w 2009 roku, słynna 60-piętrowa budowla, Millenium Tower, z prestiżowymi apartamentami, staje się… krzywą wieżą!

Luksusowy adres nie cieszy się już najlepszą prasą, a ceny apartamentów znacznie straciły na wartości. To dlatego, że konstrukcja dosłownie zapada się w ziemi, a dodatkowo odchyla. Mimo to specjaliści twierdzą, że nie stanowi to niebezpieczeństwa.

Inne ciekawe miejsca w biznesowym centrum San Francisco to Union Square, Justin Herman Plaza, czy tak zwany Financial District.

Na Justin Herman Plaza
Transamerica Pyramide

Painted Ladies czyli okolice Alamo Square (nie tylko)

Są piękne i tak charakterystyczne dla San Francisco, że mogłyby być jego symbolem. Co to takiego? Painted Ladies czyli malowane damy. Domy. Piękne wiktoriańskie i edwardiańskie budynki z końcówki XIX wieku, które odrestaurowano w latach sześćdziesiątych XX wieku. Kolorowe i nieduże. Takie dla ludzi, niezbyt wielkie. Po prostu – kamienice.

Sporo ich w różnych częściach San Francisco i to właśnie poniekąd one, ze swymi kolorowymi fasadami, dokładają się do jego uroku. Przykładem jest Alamo Square, bo ze wzgórza przy okazji oferuje też piękne tereny zielone i widoki. Spotkamy je również w okolicach dzielnicy hipisów, Haight-Ashbury. Podobno „grają” w czołówce serialu „Pełna chata„. Wierzę na słowo, bo nie oglądałam.

Więzienie Alcatraz

Do Alcatraz wyruszyliśmy, tak jak niemal wszyscy zwiedzający, promem z nabrzeża 33 (Pier 33). Kilkunastominutowy rejsik pozwolił przyglądać się z oddali mostowi Golden Gate, a potem zbliżającej się wyspie Alcatraz. To taka wycieczka z dreszczykiem… I dobrze, że nie w jedną stronę!

Podpływamy na wyspę Alcatraz

Alcatraz to malutka wyspa na Zatoce San Francisco, na której niegdyś znajdowało się więzienie o zaostrzonym rygorze. W Alcatraz swój wyrok odsiadywało wielu niebezpiecznych przestępców, między innymi Al Capone. Więzienie funkcjonowało w latach 1934-1963. Jednostka została zamknięta z powodu zbyt wysokich kosztów utrzymania. Wyspa położona jest około 2 kilometry od linii brzegowej i zajmuje powierzchnię blisko 10 hektarów, a przy tym jest częścią parku narodowego z ogromną wręcz kolonią czarnych kormoranów.

Miejsce jest surowe i niepokojące. Wyspa jest skałą, na której wznoszą się szarawe i raczej ponure budynki więzienne oraz latarnia morska. By dostać się do środka, wspinamy się dość stromo w górę. Po wejściu do więzienia otrzymujemy audiogida – wgraną wycieczkę audio z przewodnikiem, która jest dostępna w 10 różnych językach. Zawiera ona rzeczywiste głosy i relacje byłych strażników i więźniów, co stanowi dodatkową atrakcję i podnosi temperaturę zwiedzania. Dreszczyk wywołuje oglądanie cel, które są dobrze widoczne z korytarza. Między innymi cele domniemanych uciekinierów z Alcatraz oraz Ala Capone.

Typowe cele więzienia Alcatraz

Dla mnie bardzo ciekawą ucieczką od grozy więzienia był dziedziniec rekreacyjny, z kolonią kormoranów na brzegu wyspy. Do tego cała wyspa jest (paradoksalnie do miejsca) pięknie ukwiecona.

Ogromna kolonia czarnych kormoranów zapełnia nabrzeże wyspy Alcatraz.
Morze zieleni, kwiatów, widok na Most Golden Gate i … ciężkie więzienie Alcatraz. Taki kontrast.

Zwiedzanie Alcatraz zajmuje około 3-4 godzin, a bilet kosztuje 40-45$.

Dwa dni później usłyszeliśmy w amerykańskich wiadomościach, że prezydent Trump planuje przywrócić więzienie w Alcatraz. Seriooo?

Lombard Street – najbardziej kręta uliczkę na świecie

W okolice Lombard Street dojechaliśmy zabytkowym tramwajem (Powell/ Hyde). Tak więc – z jednej atrakcji w drugą!

Czym jest ta uliczka? To stromy odcinek ulicy opadający z Boulevard Presidio w kierunku ulicy The Embarcadero, a składający się z ośmiu zakrętów na krótkim odcinku. Lombard Street jest oczywiście jednokierunkowa, a na miejscu jest co oglądać. Zjawiskowe domki i rezydencje, w stylu zbliżonym do Art Deco, wszystkie bujnie obrośnięte krzewami.

Nie dysponując samochodem, nie doświadczyliśmy na własnej skórze, co znaczy taki zjazd dla kierowcy, ale… można sobie wyobrazić! Zakręty naprawdę są ostre, a uliczką ciągnie się w godzinach szczytu sznurek kolejnych samochodów, najczęściej pewnie turystów. Nie wiem, czy w czasie jazdy da się podziwiać widoki (może pasażer?), ale są one wyjątkowe z tego miejsca: na wieżę Coit Tower, na most Bay Bridge i zatokę.

Złoty hydrant

Gdy Tomasz opowiadał nam o czczonym przez mieszkańców hydrancie, do tego malowanym corocznie 18 kwietnia na złoto, pomyślałam sobie: „To tylko Amerykanie mogą wymyślić...” A jednak!

Złoty hydrant (a za nim bardzo ładne Painted Ladies)

Złoty hydrant znajduje się na rogu Dolores Park w dzielnicy Mission District w San Francisco. Hydrant jest czymś w rodzaju pomnika, a nawet symbolu miasta. Otóż w kwietniu 1906 roku, po wielkim wspomnianym już wcześniej trzęsieniu ziemi, które zniszczyło San Francisco, gdy nie działały już inne hydranty i sieć wodociągowa w mieście, by gasić pożary, ten jeden hydrant ostał się sprawny i pozwolił uratować dzielnicę Mission District. Czyż nie bohater?

A tutaj, razem z hydrantem, cała nasza wycieczkowa piątka!

Przy okazji – z parku w Mission District rozpościera się bardzo ładny widok na miasto.

Park w Mission District z pięknym widokiem na miasto

Jeszcze faktów kilka o San Francisco

  • To miasto o sporym, niestety, stopniu bezdomności. Miasto, w którym nie da się uniknąć widoku bezdomnych i narkomanów. Bezdomność w San Francisco jest mocno powiązana z problemem narkotyków, zwłaszcza fentanylu. To przykre zjawisko, ale niektóre szacunki podają nawet 30 tysięcy osób w kryzysie bezdomności, o co obwinia się liberalne władze. Oficjalnie podaje się około 8 tysięcy bezdomnych według danych z końca 2022 roku. Często są to młodzi, pozornie zdrowi ludzie.
  • O tym, że to miasto kontrastów, świadczy ulokowanie tutaj wielu ogromnych, bogatych międzynarodowych firm, między innymi Facebooka.
  • San Francisco jest drogim miastem, nawet w drogich Stanach Zjednoczonych. Zwłaszcza ceny hoteli potrafią zaskoczyć. Chociaż… po tym, jak ostatnio (lipiec 2025) sprawdziłam ceny hoteli w Polsce, to nie wiem, czy amerykańskie uznać za drogie. My nocowaliśmy w Hotelu Spero przy Taylor Sreet, niedaleko początkowej stacji Powell tramwaju linowego.

    Komentarzy - 6

  1. Grażynko jestem w grupie spotkanych dzięki Albatrosowi i chcę Ci podziękować za to opracowanie, które wiernie pobudza wspomnienia. Hanka

  2. Z przyjemnością przeczytałam Twój artykuł. Niedawno oglądałam reportaż Marcina Prokopa o San Francisco i muszę przyznać, że jest to fascynujące miasto. Zarówno Twój artykuł jak i reportaż Prokopa przedstawiają wszystkie najciekawsze i godna uwagi miejsca. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za ten spacer.

  3. San Francisco – moje marzene! o maly wlos odwiedzilabym w 2018, ale czasu zbraklo. Wiedzialam, ze Golden Gate to must see, nie wiedzialam, ze tramwaje to w rzeczywistosci kolejki linowe! ani ze sa tam takie piekne kamienice!
    Fanstastycznie, ze udalo Ci sie zwiedzic:)

  4. […] Obejrzeliśmy takie słynące ze swej unikalnej natury miejsca jak: Grand Canyon, rzekę Kolorado i jej „podkowę” – Horseshoe Bend, park Yosemite z sekwojami i niedźwiedziami, widowiskowy Kanion Antylopy, Bryce Canyon, Red Canyon, Zion Park, Death Valley i skaliste Monument Valley, tereny Indian Navajo. Kilkakrotnie zmienialiśmy czas. Kręciliśmy się po czterech stanach: Kalifornii, Utah, Arizonie i Nevadzie. Doświadczyliśmy upałów (Dolina Śmierci), ale i temperatury w okolicach zera stopni (Bryce Canyon, powyżej 2500 m. n.p.pm) .Jak dotąd udało mi się podejść tylko do jednego miejsca, by opisać je na blogu – San Francisco, polecam przeczytać Jeśli jedziesz do San Francisco… […]

Skomentuj Hanka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *