W podróży

Chiny – pierwsze wrażenia

Chiny to przeogromny kraj i przez to również temat do opisania niezwykle treściwy i potężny. Chcę tutaj zawrzeć tylko moje pierwsze wrażenia i spostrzeżenia. Nie będzie to więc przewodnik po ciekawych miejscach, których jest tam ogrom, a raczej historia naszych przygotowań do wyjazdu i reakcja na to, co zobaczyliśmy. MOJA reakcja, z pewnością więc subiektywna.

Co turysta wiedzieć powinien, gdy wybiera się do Chin

Warto uzmysłowić sobie, że nasze europocentryczne patrzenie na świat tutaj zupełnie nie ma zastosowania. Chiny są wielkim krajem – i powierzchniowo, i „ludnościowo”. Są wielkim wytwórcą dóbr (o tym akurat wiemy doskonale!), ale i wielkim odbiorcą tych dóbr. Ich własna ludność zapewnia taki popyt na wszystko, że pewnie wystarczyłoby, gdyby tylko oni byli nabywcami. Europa, z ludnością rzędu 450 milionów to mniej niż jedna trzecia ludności Chin. Myślę, że to pozwala Chinom być stabilnym państwem, które patrzy i planuje długofalowo, często nie angażując się specjalnie w spory, wojny czy kryzysy. Jakkolwiek nie byłoby oceniane, to państwo chińskie stara się zapewnić swoim obywatelom względny komfort życia, rozwiązuje wiele problemów technologicznych, a swoją gospodarkę umieściło na szczycie najdynamiczniej się rozwijających na świecie. Oczywiście, lubi też o tych obywatelach dużo wiedzieć (wielokrotne skanowanie paszportów, setki kamer) i czasami ich w czymś ogranicza, ale to się u nich nazywa zasadami. Myślę, że zdecydowana (żeby nie powiedzieć: przytłaczająca) większość nie ma świadomości bycia ograniczanymi; to dopiero jak się patrzy z zewnątrz, z innej perspektywy, może dać się zauważyć czy porównać.

Pekin by night, Wieża Bębna w tle

Do Chin dolecimy samolotem i to będzie główny środek transportu. Z racji odległości nie za bardzo można rozpatrywać cokolwiek innego. A przecież kiedyś te karawany z jedwabiem… Taki żarcik.

Do Pekinu (także do Szanghaju) najwygodniej dolecimy bezpośrednio liniami Air China z lotniska Chopina w Warszawie. Lot trwa niecałe 9 godzin. Samoloty chińskiego przewoźnika nie są specjalnie nowe ani wygodne, ale mają bardzo miłą obsługę. Do tego dochodzi jeszcze jeden atut (można to tak nazwać…) – mianowicie chińskie samoloty – w przeciwieństwie do wszystkich unijnych przewoźników- mogą latać nad Rosją i Białorusią, co skraca drogę i obniża koszty. Przy tym przysparza trochę wrażeń, bo to przecież rzadkość – móc widzieć na mapce lotu rosyjskie miasta, także te za Uralem. Samoloty Air China, latające na wewnętrznych liniach (np. do Szanghaju) są w znacznie lepszym stanie niż te wysyłane do Europy. Sprawdziliśmy.

Do Chin latają z Polski także inni przewoźnicy. Dolecimy tam samolotami bliskowschodnich linii: Emirates, Qatar, Etihad czy innymi – Turkish Airlines, Finnair, Lufthansa, Air France. Wszystkie te loty będą z przesiadkami i trwają powyżej 11 godzin. Aktualnie, wobec zawirowań w Zatoce Perskiej, warto dokładnie sprawdzić możliwość lotu przez Dubaj czy Doha. LOT nie ma aktualnie bezpośredniego połączenia do Chin.

Najtańsze bilety można znaleźć, rezerwując z dużym wyprzedzeniem, najlepiej powyżej 3 miesięcy przed wylotem. Trzeba starać się unikać rezerwacji w trakcie chińskich świąt (Chiński Nowy Rok czy Złoty Tydzień) – wtedy ceny biletów rosną znacząco. Rozrzut cenowy jest duży, zależy od terminu i przewoźnika, ale minimalnie za lot w obie strony z Warszawy do Pekinu, Szanghaju czy Kantonu trzeba zapłacić na pewno powyżej 2 500 zł na osobę.

Mamy rok konia w horoskopie chińskim, więc gdzie się da umieszcza się pamiątkowe ozdoby

Do końca 2026 roku my, Polacy, możemy podróżować do Chin bez wizy, jeśli podróż nie przekracza 30 dni pobytu. Potrzebny jest paszport ważny co najmniej przez okres 6 miesięcy, z kilkoma wolnymi stronami oraz wypełnienie elektronicznej deklaracji dotyczącej informacji wjazdowych na około 48 godzin przed wyjazdem. Formularz karty wjazdu jest do wypełnienia w języku angielskim, a jego prawidłowe wypełnienie skutkuje wygenerowaniem kodu QR, który zapisujemy sobie w telefonie (najlepiej offline!) lub drukujemy. Deklaracja stanowi taki odpowiednik ETA wymaganego przez niektóre kraje.

O wizę musimy się starać, jeśli jedziemy do Chin na dłużej niż 30 dni lub mamy w planie tam studiować, pracować czy zajmować się dziennikarstwem bądź polityką.Wówczas wniosek składa się w Chińskim Centrum Obsługi Aplikacji Wizowych (Chinese Visa Application Service Center).

Brak konieczności wiz nie znaczy, że nie będziemy dość dokładnie skontrolowani na stanowisku kontroli paszportowej. Pobiorą też od nas odciski palców.

A to ważny produkt eksportowy Państwa Środka_ wszystkie pandy wielkie na świecie mają chiński paszport. I pewnie nie potrzebują wiz 😉

Ta kwestia nie dawała mi spać przed wyjazdem – co z tym internetem? Jak zrobić, by mieć dostęp do stron i aplikacji, które znam i wykorzystuję? Można bowiem powiedzieć, że jest internet i jest chiński internet. Większość aplikacji, komunikatorów i stron, do których jesteśmy przyzwyczajeni, to wytwory amerykańskie i z żadnego z nich nie damy rady skorzystać na miejscu, odkąd tylko nasz telefon zaloguje się w Chinach. Nie skorzystamy z wyszukiwarki ani map Google, nie zalogujemy się na Facebooka, nie obejrzymy Instagrama, nie zadziała nam whatsapp ani poczta na Gmailu. Wszystko przez tak zwanego Wielkiego Firewalla, który blokuje te strony dla chińskich użytkowników. Pewnie żeby nie wiedzieli zbyt dużo lub nie byli zbyt aktywni.

To nie jest tak, że internet w Chinach nie działa, o nie! Wi-Fi dostępne jest w prawie każdej restauracji, centrum handlowym czy hotelu (często wymaga się dokonania potwierdzenia tożsamości, co można zrobić za pomocą aplikacji WeChat), Chińczycy bardzo dużo i intensywnie korzystają z internetu w telefonie, ale mają swoje platformy i strony. Po prostu chińskie. I nam nic po nich, choćby ze względu na barierę językową.

VPN to taka metoda na ominięcie chińskiej cenzury, Virtual Private Network. Aby móc działać w Chinach na znanym nam internecie, musimy pobrać VPN i zainstalować go koniecznie przed przylotem do Chin (na miejscu to nie będzie już możliwe). To funkcja, która maskuje rzeczywiste umiejscowienie naszego telefonu.

Inną metodą jest zakup eSIMa. Robię tak już od pewnego czasu, gdy wyjeżdżam poza Unię. Jest to wirtualna karta SIM, którą zakupuje się przed wyjazdem, instaluje online i korzysta z przewidzianej (zakupionej) ilości internetu. Jest sporo różnych firm z takimi usługami: Airalo, Yesim, Saily, Holafly czy Orange. Kupuję tylko internet; połączenia głosowe można przecież wykonywać przez którąś z platform. Dla pewności wyłączam też na czas wyjazdu swój podstawowy numer telefonu.

Problem płacenia w Chinach też mnie nieco wystraszył po naczytaniu się na ten temat. W efekcie jednak wszystko okazało się proste i bezproblemowe. Najpierw więc o naszych doświadczeniach. Zabraliśmy ze sobą dolary amerykańskie i euro. Wymienialiśmy je stopniowo i w miarę potrzeb na juany (CNA). Można na lotnisku, a można „indywidualnie”, jak to kiedyś u nas bywało. Aktualnego kursu nie podam, bo szybko się dezaktualizuje, ale w przybliżeniu: 1 CNY to powyżej 0,50 zł. Czyli dla porównania ze złotówką – cenę dzielić na pół.

Niemal wszędzie płaciliśmy gotówką bez żadnego problemu. Jedyny raz pani w sklepiku na statku zaproponowała mi płatność aplikacją, ale karta płatnicza też poszła. Raz wypłacałam pieniądze w bankomacie, z konta dolarowego, kartą VISA – bardziej dla doświadczenia, niż z potrzeby – też poszło dobrze. Kilkakrotnie płaciliśmy kartami (najczęściej typu VISA) – również żadnego problemu.

I tyle stresu na marne! Naczytałam się bowiem, że do Chin koniecznie trzeba jechać z aplikacją (między innymi płatniczą) Alipay lub WeChat. Aplikacja służy Chińczykom do kontaktowania się ze znajomymi, ale odgrywa również ważną rolę przy robieniu zakupów, czy płaceniu za usługi. Podpina się pod nią swoją kartę płatniczą. W większości sklepów (nawet tych mniejszych, nawet na stoiskach ulicznych) dostrzec można tabliczki z kodem QR. Wystarczy przystawić swój telefon i w ten sposób dokonać zapłaty.

Podaję to wszystko w celach informacyjnych, bo – jak już wspomniałam – ja poszłam w tradycję i nie odważyłam się podpiąć pod chińskie aplikacje płatnicze. Nie dlatego, że im nie wierzę; raczej nie dowierzam sobie w operowaniu nieznanymi mi aplikacjami. Karty bankowe nie są często używane, ale jednak funkcjonują i daje się nimi zapłacić. Niektórzy polecają znaną u nas aplikację Revolut. W pewnym zakresie wypłata gotówki i płatności kartą nie są oprocentowane, a przewalutowanie jest ponoć korzystne.

Warto ewentualnie zabrać trochę juanów z Polski (wolno do 20 000), żeby na początek mieć gotówkę, tylko trzeba wcześniej zadbać o zamówienie ich w kantorze w Polsce. Największy używany nominał banknotu to 100, najmniejszy – 1 juan. Wszystkie z portretem Mao.

Przy okazji pieniędzy – w Chinach napiwki nie są oczekiwane ani mile widziane. Często peszą obsługę. Jedynie w szczególnych sytuacjach się zdarzają. Ceny zaś w gastronomii są naprawdę bardzo przyjazne. Zależy oczywiście od miejsca, gdzie jemy, ale 70-100 zł (w przeliczeniu) za kolację dla 4 osób to naprawdę maksimum, co zapłacimy.

Cóż może być niezwykłego w pakowaniu bagażu…? No, właściwie obowiązują te same zasady, co wszędzie – ma być praktycznie, z sensem i nie nazbyt ciężko. Jeśli jednak mamy na miejscu podróżować, choćby pociągami, musimy zapamiętać parę nietypowych wskazówek:

  • zapalniczki – należy je usunąć z każdego typu bagażu; nie można ich też absolutnie wnosić w bagażu do pociągu
  • aerozole – wszystkie powyżej 150 ml nie mogą z nami polecieć ani pojechać pociągiem. Żegnajcie więc wszelkie lakiery do włosów czy średniej wielkości dezodoranty!
  • powerbanki – tu historia jest dłuższa i odsyłam do następnego punktu na temat prądu. Tak normalnie na całym świecie nie można pakować powerbanków do bagażu odprawianego, trzeba je mieć w bagażu podręcznym. Tu też niekoniecznie…
  • podczas podróży pociągiem nie wolno przewozić już otwartych butelek alkoholu
  • wszelkie środki żrące i ostre, niebezpieczne przedmioty – to już standard, bo nigdzie ich nie można mieć w bagażu
  • żywność (zwłaszcza produkty mięsne) oraz leki psychotropowe podlegają zakazowi wwożenia do Chin

Zacznijmy od prądu w kontaktach. A te są RÓŻNE! W pokojach hotelowych znajdziemy naprawdę kilka typów wtyczek, między innymi i nasze, europejskie, co jest pocieszające. Występują także kontakty na wtyczki typu „Chiny-Australia” (adaptera o takiej właśnie nazwie należy szukać w sklepach, wyjeżdżając). Zabranie przełączki jest więc rzeczą konieczną, tym bardziej, ze gdzieniegdzie spotkamy jeszcze płaskie wtyczki amerykańskie. Pocieszę stwierdzeniem, że zawsze powinniśmy w hotelu znaleźć przynajmniej jedną wtyczkę, do której dopasujemy nasze sprzęty.

Powerbanki. To też jest naszym lekarstwem na brak prądu. W Chinach są honorowane tylko te w systemie CCC (a nie CE, jak w reszcie świata), a transportować jakimkolwiek środkiem lokomocji możemy tylko te powerbanki, które odpowiadają normie CCC i mają możliwą do sprawdzenia pojemność poniżej 100 Wh (ok. 20 000 mAh) oraz posiadać wyraźnie widoczny certyfikat bezpieczeństwa. Jeśli więc nie chcemy, by nam skonfiskowano naszego europejskiego powerbanka, zostawmy go w domu. Ja kupiłam w Chinach nowy, z tutejszym certyfikatem.

To mój chiński powerbank. Na krótszym boku ma oznaczenie CCC. Nasze mają CE. Pracownicy chińskiej kontroli granicznej są wyspecjalizowani w znajdowaniu tego znaczka

Komunikacja międzymiastowa może zaimponować.

Przede wszystkim terytorium Chin jest ogromne, to ponad 9,5 mln km2, transport jest więc naprawdę kluczową koniecznością. Połączenia lotnicze są niezwykle ważne i wygodne – lata tutaj nie tylko Air China, ale także China Eastern czy China Southern.Warto porównywać ceny i korzystać z ich promocji. My lecieliśmy raz wewnętrznym lotem z Pekinu do Szanghaju i był to identycznej wielkości samolot, jak ten z Warszawy (szerokokadłubowy, typu Airbus A330-300), tylko jakby nowszy i bardziej komfortowy w wyposażeniu. Lot Pekin – Szanghaj trwa około 2,5 godziny, czyli jak z Warszawy do Paryża.

Na dworcu w Szanghaju. Z tyłu tablica informacyjna, na ogół tylko ze znakami chińskimi. Czasem włączy się po angielsku.

Chiny słyną z nowoczesnych pociągów dużych prędkości oraz rozbudowanej sieci standardowych połączeń. Opcji jest wiele, znajdziemy w pociągach nawet klasę biznesową. Na pewno zaś pojedziemy szybko i wygodnie. Rodzaje pociągów w Chinach:

  • Pociągi G (高速列车) – najszybsze, prędkość do 350 km/h, idealne na trasy między dużymi miastami.
  • Pociągi D (动车组) – szybkie pociągi, nieco tańsze od typu G.
  • Pociągi K, T, Z– tradycyjne pociągi nocne i dzienne, wolniejsze, ale tańsze

Trzeba być gotowym na to, że formalności, nim wsiądziesz do pociągu, przypominają odprawę na lotnisku. Mamy pełną kontrolę bagażu, dużego i podręcznego (z tym, że tutaj wszystko zabieramy ze sobą do wagonu) oraz skanowanie paszportów. Na peron wypuszcza pracownik, po dokonaniu kontroli i sprawdzeniu dokumentów. Na dworcach jest dużo sklepików, gdzie można sobie nabyć coś do zjedzenia czy picia na drogę, ale w pociągu też proponują nam co chwilę (odpłatnie) jakieś smakołyki. Natomiast wrzątek można dostać od obsługi – uruchamia się więc opcja zupek chińskich. A jest ich tu wybór wielki. Najszybszy moment jazdy pociągiem, jaki odnotowałam to 307 km/h. Dworce też są imponujące – te w dużych miastach wręcz kilkupoziomowe.

Kolejka w Chongqing

Większość dużych chińskich miast, takich jak Pekin, Szanghaj, Kanton, Chongqing, Shenzhen, posiada nowoczesne systemy metra, które są przyjazne osobom nie znającym języka chińskiego. W Chongqing jest to nawet metro napowietrzne, tzw. kolej pneumatyczna. Fajnie się je ogląda z dołu – pociągi jadą nam nad głowami, a wagony jakby obejmują betonowe wąskie estakady.

No, i oczywiście – skutery, rowery, hulajnogi! A nawet ryksze dla turystów!

To mógłby być temat na książkę, a ja potraktuję go tylko sygnalizacyjnie.

Najpierw może – JAK, czyli o oprawie samego jedzenia. Otóż – jemy pałeczkami, oczywiście. W niektórych restauracjach, zwłaszcza tam, gdzie przychodzą turyści lub gdzie jesteśmy wręcz umówieni na obiad, podadzą nam również widelec i nóż. W pozostałych miejscach normą są pałeczki i fajansowa łyżka. Każdy ma MAŁY talerzyk, miseczkę na ewentualną zupę oraz małą miseczkę na sos. Noży się nie podaje, bo w kuchni chińskiej jedzenie trafia na stół mniej lub bardziej posiekane.

Przykładowy stół do posiłku

Stół jest zazwyczaj okrągły, a nad nim, wyżej o kilka centymetrów, również okrągła część obrotowa. Margines między stołem, a jego obrotową częścią to miejsce na nasze talerze. Zwyczajowo posiłek się dzieli; przynoszą więc wiele potraw ustawianych na obracającej się części i każdy sobie po trochu nakłada na swój talerzyk.

CO zjemy najczęściej w Chinach? Kuchnia jest naprawdę bardzo urozmaicona i oparta na świeżych produktach. Przy tym niemal wszystkie warzywa są parzone lub nawet krótko gotowane czy wrzucane na patelnię. Dzięki temu kuchnia jest bezpieczna. Bazuje głównie na ryżu, makaronie, wieprzowinie, drobiu, warzywach i soi, unikając przy tym nabiału. Cały świat mówi, że Chiny to ryż. Owszem, prawie zawsze ryż wystąpi do posiłku, ale obok niego dostaniemy kilka innych potraw. Do tego warzywa, desery (najczęściej na bazie czerwonej fasoli). Powtarzające się i popularne dania to kurczak z warzywami na różne sposoby (uwaga! kawałki kurczaka są krojone w sposób inny niż u nas; to nie są porcje, to małe kawałki z kośćmi, trudnymi do zidentyfikowania i wydobycia; nazywaliśmy to „kurczak z budą”), dania z tofu w sosach, rozmaite pierożki, na parze, gotowane lub w zupie. Sos sojowy wraz z jego odmianami jest niezwykle ważnym dodatkiem do jedzenia i gotowania.

Kucharz przy kaczce po pekińsku

A oto kilka chińskich hitów z różnych okolic:

  • Kaczka po pekińsku. Do zjedzenia oczywiście w Pekinie: chrupiąca skórka, kaczkę podaje się krojoną w plastry, z cienkimi naleśnikami, ogórkiem, porem i słodkim sosem.
  • Kurczak Gong Bao. Kawałki kurczaka smażone z orzechami ziemnymi, warzywami i papryczkami chili, nawet bez kości, pochodzące ponoć z prowincji Syczuan.
  • Mapo Tofu. Pikantne danie z miękkiego tofu i mielonego mięsa, występuje w ostrym sosie
  • Dim Sum. Dobrze znane, tradycyjne, delikatne chińskie pierożki gotowane w koszach na parze, nadziewane mięsem lub warzywami
  • Hot pot – garnuszek, w którym z proponowanych lub według własnej inwencji wybranych składników, gotuje się swoją zupę
Rondelek i… gotujemy hot pota!
A tu mamy do niego rozmaite składniki

Wszystko, co napisałam, dotyczy jedzenia w restauracjach, barach czy street foodach (w Chinach rzadkością są kawiarnie), natomiast w sklepach znajdziemy również mnóstwo jedzenia, tyle, że skwapliwie popakowanego w kolorowe folie i pudełka, do tego tak zakonserwowanego, że czasem zastanawiałam się, jak to możliwe. Zupki chińskie do zalania wrzątkiem znamy wszyscy (takie w sporych miskach). Można też kupić zafoliowaną kaczkę po pekińsku, suszone mięso czy parówki niewymagające lodówki. I miliony rodzajów słodyczy!

Kaczka po pekińsku do kupienia i zabrania. Zwyczajnie leży na półce.
Street food z apetycznymi szaszłykami w Pekinie

Na śniadanie zjada się ciepły, sycący posiłek. Na przykłąd jianbing – popularny, chrupiący chiński „naleśniko-omlet” bądź też congee – gęsty, długo gotowany kleik ryżowy na ciepło (i na słono) z marynowanymi warzywami, orzeszkami, tofu, czy mięsem lub baozi – bułeczki na parze z nadzieniem. Amatorzy pieczywa i nabiału mogą być rozczarowani chińskim śniadaniem.

W miastach królują budki pełne jedzenia czyli street food. Czasem aż trudno się napatrzeć.

Ta maszyneria służy do sporządzania pierożków na parze. Stoi sobie na chodniku!

Przygotujcie się na to, że trudno będzie się dogadać. Ba! Cokolwiek przeczytać! Opowiadam tu w tym momencie takie oczywiste prawdy, że aż banalne. Jeśli jednak wydaje wam się, że Chińczycy zatrudnieni w turystyce komunikują się po angielsku, to jesteście w błędzie. Wyjątkiem byli nasi opiekunowie i przewodnicy. Panie w recepcji w 5-gwiazdkowym hotelu natychmiast rzucały się do telefonów, do aplikacji tłumaczącej, by móc sprostać zadawanym pytaniom. I tak było prawie wszędzie – w sklepach, barach, hotelach, w pociągach. Statek był tu sympatycznym wyjątkiem, bo obsługa, która miała z nami do czynienia, została przyuczona i w przemiły sposób witała nas „Dzień dobly” za każdym razem (ponoć nie wymawiają R). Znali kilka podstawowych słów po polsku. No i szef sali, przywoływany natychmiast, jak klient pytał o coś kelnera czy kucharza, mówił dobrze po angielsku.

W Chinach obowiązuje kilka dialektów, z czego najpopularniejszym i najliczniej używanym (około 80% ludności) jest język mandaryński. To język urzędowy w Chinach. Język pisany czyli chiński system znaków występuje za to w jednej tylko wersji.

Na szczęście w wielu telefonach istnieją aplikacje tłumaczące ze słuchu i „z widoku”, dzięki czemu można się było, przyłożywszy telefon do produktu (czy np menu w restauracji) dowiedzieć, z czym mamy do czynienia.

Mnie udało się jedynie opanować podstawowe pozdrowienia jak „cześć” – 你好 (nǐ hǎo), podstawowe wyrażenia jak „dziękuję” – 谢谢 (xiè xie). I tyle. Ale brzmi ten język ciekawie i melodyjnie, zwłaszcza jego tonowość.

Co jeszcze może nas zdziwić i zaskoczyć w Państwie Środka?

  • Rowery czy skutery? Kojarzycie piosenkę „Nine Million Bicycles” w wykonaniu Katie Melua? W utworze tym wokalistka śpiewa, że w Pekinie znajduje się dziewięć milionów rowerów. Być może tak było. Teraz niemal całkiem wyparły je akumulatorowe skutery – takie ciche, szybkie i niepozorne. A pewnie połowa Chin dojeżdża nimi do pracy
Ulica Pekinu, w okolicy Zakazanego Miasta
  • „Kołderki” A jak już dojeżdżamy do pracy elektrycznym skuterem, dość szybkim i cichym, skazani jesteśmy rano na wiatr, chłód i poniewierkę. Znaczy zmarzniemy w czasie szybkiej jazdy. Bardzo zadziwiały nas takie instalacje na skuterach, które najbardziej przypominały właśnie kołderkę – pikowane, w pastelowych kolorach, czasem w zabawne wzorki (typu misie panda). Miały rękawki od samej kierownicy i osłaniały jadącemu ręce, chroniły nogi i pół człowieka. Pomysłowość ludzka nie zna granic!
A oto i kierowca skutera z kołderką
  • Jakie samochody na ulicach? Ulice Pekinu są ciche. Serio. Zdecydowana większość samochodów to auta elektryczne lub hybrydy. Prawie nie hałasują silniki, jest mało spalin. Ogrom różnych chińskich marek krążących po ulicach jest zaskakujący – nie słyszeliśmy o wielu z nich! Znane nam światowe marki też się zdarzają, ale nie powszechnie. Słyszeliśmy, że wręcz są one w Chinach tańsze niż w Europie, żeby zachęcać do kupna i walczyć o rynek.
  • Megafony-szczekaczki. To dla mnie była jedna z większych zmor Chin! Otóż w bardzo wielu miejscach, gdzie przewija się dużo osób, są zainstalowane megafony. Takie tuby, o znanym nam kształcie. Wiszą sobie gdzieś na barierce, są zamocowane w sklepie, czy na dziedzińcu muzeum – i nadają! Powtarzają ze znaczną głośnością jakiś określony komunikat. Cały czas w kółko ten sam. Pewnie ma to walor informacyjny, ale naprawdę można sfiksować od tego hałasu, zwłaszcza nie rozumiejąc.
  • Toalety. Teraz druga zmora, dla mnie większa. Przykro mi, ale nie jestem zwolennikiem toalet „nożnych”, zwanych też „na Małysza”. No nie i już! Tymczasem niemal we wszystkich miejscach publicznych, przez które przewija się więcej ludzi, znajdziemy takie właśnie ubikacje. Czasem bywało tak, że na, powiedzmy, 10 kabin jedna była z sedesem. Trzeba było polować lub stać w kolejce!
Cztery piękne Chinki i szczęśliwy Witek
  • Stylowe przebieranki. Ten chiński rytuał jest piękny, przeuroczy i malowniczy. W ważnych miejscach, które się zwiedza, Chińczycy (trochę częściej Chinki) przebierają się w tradycyjne stroje z równie tradycyjnym makijażem. Zazwyczaj po to, by robić sobie zdjęcia, ale niezwykle chętnie fotografują się ze wszystkimi. W ogóle w Chinach będziemy pewnie czasem poproszeni o pozowanie z miejscowymi do zdjęć. My też jesteśmy dla nich egzotyczni! Stroje do „przebieranek” zazwyczaj pochodzą z wypożyczalnie umiejscowionych w okolicach zabytkowych miejsc.
Dwie szalone panie w Świątyni Niebo
…i dziewczyny po wyjściu z Zakazanego Miasta
Dzieciaki też!
  • Hutongi – cóż to takiego? W Pekinie, w starej części miasta, królują stare parterowe domki z ciemnoszarej cegły. Tworzą całe dzielnice, ulice, alejki, ściśle się ze sobą łącząc w jakby szeregówki. Parterowe mury otaczają zwykle wewnętrzny dziedziniec. To jedne z najstarszych osiedli, proste, bez wygód, niegdyś nie były wyposażone nawet w kanalizację ani centralne ogrzewanie. Jak to się w takim razie stało, że stały się najdroższymi niemal mieszkaniami w Pekinie? Znajdują się w centrum miasta, dzielnica jest taka spokojna, zielona i „ludzka”, do tego system pozwala na własność hutonga, inaczej niż w przypadku mieszkań w blokach. Dziś często znajdują się w nich butiki, małe sklepiki czy punkty usługowe.
Hutongi w dzielnicy Pekinu Xicheng
  • Chińczycy ćwiczą na dworze Często daje się zobaczyć w parkach, na skwerach i ogólnie w przestrzeni publicznej grupy ćwiczących z muzyką. Najczęściej ćwiczą Tai-Chi i są to osoby raczej starsze. Czasem to tańce ze wstążką, jak i mnie udało się dołączyć w Pekinie. To wcale nie takie łatwe, wstęgi są długie!
  • Wszystko jest wielkie. O Tak! Wielki kraj i wielkie wszystko. Najbardziej poruszyły nas ogromne, 20-30 piętrowe wieżowce, ustawione jeden za drugim wzdłuż ulicy, po jednej i drugiej stronie. Takie same! Nie 2 czy 3, ale 20-30! Próbowałam policzyć, ile tam może mieszkać ludzi… Nie mówię tu nawet o Pekinie czy Szanghaju, ale o „małych” miasteczkach, mijanych pociągiem czy statkiem. Wrażenie zrobiły też na nas tereny olimpijskie w Pekinie (igrzyska 2008 i zimowe 2022) z imponującą szeroką estakadą, ciągnącą się kilometrami i stadionem narodowym, tak zwanym Ptasim Gniazdem.
Jedno z miast z ogromnymi wieżowcami mieszkalnymi, mijanych po drodze, nad Jangcy

Wycieczka była bardzo obfita w treści. Pewnego dnia niektóre z nich rozpracuję na blogu osobno, a teraz będzie tylko informacja, co zobaczyliśmy:

  1. Pekin z największymi zabytkami
  2. Wielki Mur Chiński
  3. Szanghaj
  4. Yichang i rejs statkiem po rzece Jangcy
  5. Tamę Trzech Przełomów na rzece Jangcy
  6. Chongqing z pandami
  7. Xi’an i Terakotową Armię
  8. Luoyang i Groty Tysięcy Buddów
  9. Klasztor Szaolin
Widok z Placu Tian’Anmen na bramę Zakazanego Miasta
Perspektywa na Wielki Mur Chiński
Szanghaj, dzielnica Yuyuan wieczorem. To bajka!
Statek, na którym spędziliśmy 3 dni i 4 noce na Jangcy, oglądając po drodze niesamowite atrakcje
Żołnierze Terakotowej Armii. Tutaj – ci prawdziwi, odrestaurowani i posklejani

Dziękuję, Piotrze, Renku i Witku za współudział i towarzystwo! Dziękuję, przemiła majowa grupo z PODRÓŻE I REJSY za wspólną zabawę z poznawaniem Chin. A szczególnie dziękuję Dawidowi, naszemu przewodnikowi i pilotowi. Za kompetencję, profesjonalizm i przemiłe towarzystwo. To był wspaniały i dobrze zorganizowany czas – przez firmę, Dawida i przez chńskich opiekunów! Obserwujcie mnie w oczekiwaniu na następne posty!

    Komentarzy - 9

  1. ŚWIETNIE resume -to Chiny w pigułce. Gratuluję również wspaniałych zdjęć.

  2. Hej Grażyno fantastyczne teksty. Bardzo ciekawe i praktyczne wiadomości dla mnie większość nieznane szczególnie te praktyczne opisy. Jeszcze raz gratuluję i podziwiam. Pozdrawiam bardzo serdecznie Ela

  3. Cześć Grażyno , dziękuję bardzo za praktyczne wiadomości dotyczące Chin.Wyruszamy z Arkiem w październiku z Albatrosem na podobną wyprawę. Pozdrawiamy Wiesia I Arek ,znajomi z objazdówki po USA

    1. To powodzenia na Waszej wyprawie do Chin, ten kraj jest niesamowity, choć nieco kontrowersyjny. Jaka trasa?

  4. Te pande to bym najchetniej zabrala ze soba:)
    Duzo zobaczylas i doswiadczylas! podziwiam cwiczenie ze wstazka:)
    Kimona przepiekne…
    Osedle blokowisk przypomina mi troche Seul, widzialam, jak tam powstaje od razu cale osiedle naraz.
    Jedzenia moge tylko pozazdrosic, mam nadzieje, ze bylo pycha:)
    Piekna jest dzielnica Yuyuan by night… acz pewnie w nastepnych odslonach pokazesz inne cudnosci:)
    Ale wycieczka!

    1. Cieszę się, że Cię zaciekawiło. Myślę, że coś jeszcze o Chinach napiszę, przymierzam się!

  5. Te pande to bym najchetniej zabrala ze soba:)
    Duzo zobaczylas i doswiadczylas! podziwiam cwiczenie ze wstazka:)
    Kimona przepiekne…
    Osedle blokowisk przypomina mi troche Seul, widzialam, jak tam powstaje od razu cale osiedle naraz.
    Jedzenia moge tylko pozazdroscic, mam nadzieje, ze bylo pycha:)
    Piekna jest dzielnica Yuyuan by night… acz pewnie w nastepnych odslonach pokazesz inne cudnosci:)
    Ale wycieczka!

  6. Gratuluję kolejnego wspaniałego wyjazdu. Chiny fascynują i zaskakują. Z Twojego artykułu dowiedziałam się wielu rzeczy, o których nie miałam pojęcia, szczególnie dotyczy to ograniczeń, kontroli i ciągłej inwigilacji. Poza tym podajesz wiele przykładów chińskiej kuchni, zapewne bardzo smacznej. Fantastyczne zdjęcia!

    1. Ja też przed wyjazdem miałam dość blade pojęcie o Chinach. A i teraz nie stałam się jakimś szczególnym znawcą, ale trochę obrazów i informacji od Dawida (naszego pilota) w głowie zostało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *