W podróży

Majorka w kolorze pomarańczy

Majorka, największa wyspa hiszpańskiego archipelagu Balearów, zapewne kojarzy nam się ze słońcem i wypoczynkiem. Także z Chopinem, górami i piratami. A pomarańcze? Może nie są stereotypem numer 1, ale zapewniam – to urok i piękno tej wyspy. Zwłaszcza wtedy, gdy ją odwiedziliśmy, czyli w końcu kwietnia.

Majorka to duża wyspa. Jest większa niż odwiedzone przeze mnie ostatnio. A lubię takie porównania, bo to uzmysławia mi skalę wielkości i otwiera oczy. Majorka leży na Morzu Śródziemnym, należy do Hiszpanii, ma długość około 100 km i powierzchnię 3640 km². Ta powierzchnia czyni ją ponad 2 razy większą od Zanzibaru, ponad półtora raza większą od Teneryfy (podobnie od Luksemburga) i ponad 48 razy większą od Santorini! Przy tym jest nieco mniejsza od najmniejszego polskiego województwa (opolskie), ale sporo większa od największych powiatów.

Na Majorce hiszpański wcale nie jest urzędowym językiem – tam oficjalnym językiem jest kataloński (plus dialekt majorkański) i w takim języku dzieci uczą się w szkole. Tak też są sporządzone wszystkie publiczne informacje i napisy: na pierwszym miejscu u góry zawsze przeczytamy coś po katalońsku, dopiero poniżej mamy hiszpański, niemiecki, czy angielski.

Palma de Mallorca czyli co zobaczyć w stolicy

Palma to miasto, którego nie pominiecie na pewno, będąc na Majorce, choćby dlatego, że tu znajduje się jedyny międzynarodowy port lotniczy. Tu zaczynamy więc nasze kontakty z Majorką. Lotnisko zaś jest bardzo duże, okazałe i nowoczesne. Może się mierzyć ze sporymi lotniskami europejskimi. Byłam nim zaskoczona. Z lotniska odjeżdża wiele autobusów, bo komunikacja na Majorce jest naprawdę dobra. Bez najmniejszego trudu znajdziecie też o każdej porze taksówkę. Palma to duże, liczące około 450 tysięcy mieszkańców miasto, bardzo internacjonalne, gwarne i naprawdę warte obejrzenia, nawet jeśli przyjeżdżamy na Majorkę tylko na plażing. A co zobaczyć w szczególności?

Zazwyczaj takie napisy są w poziomie, a tu – voila!

Katedra de Santa Maria czyli La Seu

To miejsce góruje i dominuje nad Palmą, nie sposób go nie zauważyć. Idąc do centrum z zachodniej części miasta bulwarem Passeig Maritim, mieliśmy katedrę cały czas przed sobą, widoczną zza masztów łodzi w porcie. Jest to ogromna, wyniosła budowla sakralna, której budowę rozpoczęto w 1229 roku na polecenie króla Aragonii Jakuba I, w dowód wdzięczności za ocalenie ze sztormu.

Jej majestat Katedra La Seu

Katedra La Seu zaskakuje wielkością – ma ponad 120 m długości, a wysokość nawy głównej sięga 44 m. Budowa jej trwała dość długo i z perypetiami, ostatecznie oddano katedrę w 1601 roku. Wnętrze gotyckiej katedry nie jest “przeładowane”, zwraca uwagę ogromna rozeta („oko gotyckie”) i baldachim wykonany przez Antonia Gaudiego. Można ją oglądać w ściśle określonych godzinach, zależnych od pory roku. Nie zwiedzimy jej w niedziele i w święta kościelne. Wstęp kosztuje 9 euro, bilety do nabycia także przez internet.

Słynny baldachim projektu Gaudiego

Pałac Królewski Almudaina

Znajdziemy go tuż obok katedry i stanowi on drugi z najważniejszych zabytków w Palma de Mallorca. Do dziś pełni funkcję letniej rezydencji, wykorzystywanej przez hiszpańską rodzinę królewską. Budowla pochodzi z czasów dominacji muzułmańskiej i pełniła wówczas funkcję alkazaru czyli ufortyfikowanego pałacu, ale od XIII wieku znajduje się w rękach władców Hiszpanii.

Dziedziniec wewnętrzny Almudainy
Komnaty królewskie

Zobaczymy tu komnaty królewskie, sprzęty i meble, piękny dziedziniec, tarasy wychodzące na zatokę. Wstęp kosztuje 7 euro.

La LLotja

Piękny budynek giełdy handlowej leży o około 500 metrów na zachód od katedry. Jest zabytkiem architektury gotyckiej powstałym w połowie XV wieku i powstał jako centrum wymiany handlowej i siedziba Kolegium Kupców. Ma piękne przewiewne wnętrza, zakończone ciekawymi sklepieniami.

Znajduje się przy placu La LLotja (przy Passeig de Sagrera, w który zmienia się Passeig Maritim biegnący wzdłuż morza). Można tu przyjemnie przysiąść w jednej z knajpek, by podziwiać z zewnątrz budynek giełdy. Wewnątrz można to zrobić nieodpłatnie.

Secesyjne kamienice w Palmie

Spacerując po Palmie dostrzeżecie pięknie zdobione w stylu secesji kamienice. Niektóre z nich będą wam pewnie przypominać Barcelonę. Słusznie! Gran Hotel (plac Weyler), Edifici Casasayas i la Pensión Menorquina przy Plaza del Mercat, domy Fortezy Reya niedaleko Plaza Mayor, L’Aguila czy kamienica Can Corbella przyciągają oko piękną architekturą i zdobieniami.

Palma zawdzięcza to Antonio Gaudiemu, który przebywał w tym mieście, a inni architekci ulegli jego wpływowi. Roślinne motywy i secesyjne zdobienia naprawdę urzekają!

Stare wiatraki w dzielnicy El Jonquet

Wzdłuż Passeig Maritim zauważymy stare wiatraki, leżące w dzielnicy ponad murem fortecznym. Są już tylko ozdobą tej niegdyś biednej dzielnicy.

Wiatraki widoczne ponad murem fortecznym, z bulwaru nadmorskiego

Na Majorce znajdziemy ich wiele, ponoć ponad 2000. Są kamienne, często zniszczone, z ażurowymi skrzydłami. W tym miejscu zachwyciły nas też pomarańczowe drzewka pełne owoców, którymi pokryty był także trawnik i chodnik. Niesamowity widok!

Pomarańcze i wiatraki w Palmie

Ogrody królewskie i stare drzewa oliwne

Niedaleko katedry i Almudainy pospacerujemy po pięknym parku, a właściwie ogrodach królewskich – S’Hort del Rei. Zacienione, pełne kaskad i oczek wodnych alejki, obrośnięte kwitnącymi drzewami dają oddech i naprawdę warto tam przysiąść, zwłaszcza, jak się zwiedza Palmę w lipcu. Dla nas, kwietniowych turystów, też miały wiele uroku.

Kilkusetletnie drzewo oliwne na Plaça Cort

Jednym z ważnych botanicznych punktów zwiedzania Palmy są stare drzewa oliwne. Są majestatyczne, poobrastane nieregularnie i budzące szacunek. Znajdziecie takie przy ogrodach, ale ponoć najstarsze napotkamy na placu Plaça Cort, w drodze od katedry do Plaça Mayor.

Dla każdego w Palmie coś miłego. Poza tymi propozycjami warto zerknąć (wedle upodobań) do:

  • Baños arabes czyli łaźni arabskich
  • Zamku Bellver, położonego na wzgórzu, by zobaczyć panoramę miasta i zatoki
  • Muzeum Sztuki Współczesnej Es Baluard
  • Fundació Miró Mallorca, muzeum poświęconego twórczości Joana Miró
  • Oceanarium w Palmie
Na Placa Mayor
  • na ważne i klimatyczne place w centrum – Plaça Mayor, Plaça Espanya, Plaça Weyler czy Plaça Mercat
  • na główną ulicę starej części Palmy – Passeig del Born – i zasiąść tam nad kawą, sangrią czy ensaimadą
Na Passeig del Born. Ulica jest zacieniona, ukwiecona, pełno tu knajpek i sklepów

Pociągiem do Soller i Port de Soller

To atrakcja majorkańska, której nie możecie przegapić! Na stronie www.trendesoller.com można zakupić bilety (32 euro dla dorosłych) na pociąg z 1912 roku, który zabierze was na niesamowitą wycieczkę przez góry Sierra Tramuntana do północnej części wyspy. Pociągi ruszają z Palmy, z Plaça Espanya (szukać Ferrocaril de Soller lub po prostu pytać o treno turistico). W cenie mamy podróż w tę i z powrotem wraz z przejazdem zabytkowym tramwajem, który przewiezie nas z miasteczka Soller (czytaj: Sojer) do Port de Soller.

Na postoju

My zaczęliśmy od samego końca. Bezpośrednio po dotarciu do Soller, przesiedliśmy się na tramwaj (piękny, drewniany i bardzo zatłoczony), który wiózł nas wśród sadów pomarańczowych, właśnie owocujących i pełnych pomarańczowych kul, nad morze, do Port de Soller. Miejscowość była piękna błękitem morza i słońcem, pełna zacumowanych łodzi i jachtów, a wokół mariny – knajpek. W południe pochłonęliśmy pełną patelnię paelli z owocami morza dla dwojga, popijając sangrią (choć połączenie nie było idealne).

Soller, do którego przemieściliśmy się tramwajem wczesnym popołudniem, to niezwykle klimatyczne miasteczko. Przez centralny Plac Konstytucji z ogromnie ciekawym neogotyckim kościołem św. Bartłomieja (Església de Sant Bartomeu), przejeżdża co jakiś czas niezwykły stary tramwaj.

Plac Konstytucji czyli centralny plac w Soller. Tu toczy się życie miasteczka. Widoczny kościół św. Bartłomieja

Jest sporo ludzi, którzy znad swoich kaw, lodów i sangrii obserwują leniwie, co dzieje się na placu i jacy nowi turyści przybyli. Jest wielu rowerzystów oraz zwolenników wspinaczek po szlakach gór Sierra Tramuntana.

Tramwaj na uliczce Soller

Tuż obok kościoła zauważycie budynek banku, Banco de Soller. Zaprojektował go Joan Rubio, ten sam który stworzył projekt fasady kościoła św. Bartłomieja. W Soller można z przyjemnością zgubić się na trochę w labiryncie wąskich uliczek. A na dworcu, w oczekiwaniu na pociąg, można napić się soku z pomarańczy. Lub z cytryny. Tego drugiego… nie polecam… ;-D

Alcudia, Formentor i urok półwyspów

Kolejnego dnia już wyposażeni w auto (wypożyczalnia Eaglewww.eagle-mallorca.eu – prowadzona przez Polaków; dobra cena, kontakt i jakość), ruszyliśmy na północny wschód wyspy. Naszym celem była Alcudia, ale Piotr pragnął również pojeździć po obydwu półwyspach, które leżą w tej części wyspy: Formentor i Półwysep Alcudia (nie wiem, czy ma inną nazwę).

Alcudia, La Porta Moll

Alcudia urzeka imponującymi średniowiecznymi murami, tworzącymi wewnątrz całe dawne miasteczko. Mury zaczęto w 1298 roku, budowano je około 60 lat i do dziś można po nich bez obaw pospacerować, mając u stóp uliczki i dachy starych domów. W skład murów wchodzi aż 26 wież strażniczych! Do obejrzenia jest również (już po zejściu z murów) wieża stanowiąca wejścia do miasteczka, zwana La Porta Moll lub Puerta de Mallorca. Na starym mieście na pewno zauroczą was wąskie uliczki, ratusz z zegarem i mnóstwo sklepików z ceramiką. Bardzo ważnym obiektem jest kościół świętego Jakuba (Iglesia de Sant Jaume) z piękną rozetą. Inna ciekawe miejsca to: kościół Iglesia de Santa Anna, wieża Torre Mayor, kaplica Capilla del Sant Crist czy bastiony z XVI wieku. Już poza murami na uwagę zasługuje Plaza de Toros czyli arena do walk z bykami.

Uliczka w starej Alcudii, kończąca się jedną z wież strażniczych

We wtorki i niedziele przy murach starego miasta króluje targ zwany mercadillo de Alcudia, natomiast warto też znać daty innych festiwali i świąt hucznie obchodzonych w Alcudii – koniec czerwca to pięciodniowe uroczystości ku czci św. Piotra, patrona żeglarzy, zakończone procesją, 25 lipca to początek obchodów święta Sant Jaume, patrona Alcudii, zaś 24 sierpnia – święto Les Llanternes z pochodem dzieci z latarniami zrobionymi z melonów.

Spacerując po murach obronnych w Alcudii

Po przygodę i piękne widoki zapuściliśmy się na półwysep za Port de Alcudia (piękna plaża i miło wyglądająca miejscowość wypoczynkowa). Postanowiliśmy jechać autem tak daleko, jak się da, najlepiej aż do Cap d’es Pinar. Obejrzeliśmy 2 fantastyczne punkty widokowe, jeden z nich to Mirador la Victoria, potem już zatrzymała nas zona wojskowa.

Na pierwszym z punktów widokowych na półwyspie, w stronę Cap d’es Pinar

Na półwysep Formentor wjechaliśmy po minięciu bardzo malowniczo położonego Port de Pollença. Niektórzy nazywają Formentor najpiękniejszym miejscem na Majorce. Jest on ogromną atrakcją naturalną, to tutaj pasmo Sierra Tramuntana spotyka się z morzem, tworząc niesamowite widoki, strome klify, urwiska, półwysepki i tarasy skalne. Pierwszy ważny punkt widokowy to Es Colomer.Tutaj warto się zatrzymać na czas jakiś, by pooglądać panoramę morza i schodzących do niego skał oraz trochę pospacerować.

Słynny Cap de Formentor to punkt widokowy z latarnią położony na wysokości 210 metrów nad poziomem morza. Latarnia morska została wybudowana w 1863 roku. Przy odrobinie szczęścia da się tam dojechać autem (nam się udało jedynie w pobliże latarni, tak, że mieliśmy na nią widok), drogi są jednak często zamknięte albo zwiedzający sami się przyczyniają do ich nieprzejezdności, parkując licznie na wąskiej drodze. Trzeba uważać też, czy możliwość wjazdu na półwysep w ogóle istnieje, gdyż od czerwca do września obowiązuje całkowity zakaz poruszania dla samochodów osobowych, wjeżdża jedynie jeden autobus, linia 334 TIB oraz służby. Rowerów on nie dotyczy.

W oddali widoczny Cap de Formentor i latarnia. Dotąd udało nam się dojechać.

Miasteczko Pollença (przy zjeździe z półwyspu Formentor) odwiedzone w drodze powrotnej, zachwyciło nas urokliwymi wąskimi uliczkami, głównym placem (Plaça Mayor), pięknym kościołem (Santa Maria dels Àngels) oraz kalwarią liczącą 365 schodów. Trochę mniej – półgodzinnym objeżdżaniem miasteczka, żeby w ogóle gdzieś zaparkować! Nie ma w tym jednak nic dziwnego – jest uznane jednym z najpiękniejszych miasteczek na Majorce.

Na Plaça Mayor w Pollença

Smocze Jaskinie (Cuevas del Drach) w Porto Cristo

Te jaskinie stanowią jedną z ważniejszych atrakcji Majorki. Miasteczko Porto Cristo, gdzie są usytuowane, leży we wschodniej części wyspy, za Manacor. Jaskinie rozciągają się na prawie 1200 metrach długości, a w najgłębszym punkcie sięgają 25 m pod ziemię. We wnętrzu jaskiń ukryte jest Jezioro Martela, ogromny akwen podziemny, uważany za jedno z największych jezior podziemnych na świecie.

Smocza Jaskinia w Porto Cristo

Zwiedzanie jaskiń (17 euro osoba dorosła, bilety w kasie lub przez internet) obejmuje oprócz oglądania przepięknych zjawisk krasowych także koncert muzyki klasycznej pod ziemią oraz przejażdżkę łodziami po jeziorze. Wrażenia niesamowite! Samo miasteczko Porto Cristo również dość przyjemne, z portem, plażą i sympatycznymi restauracjami. W pobliżu znajdują się znane kurorty nadmorskie, między innymi Sa Coma i Cala Millor.

Valldemossa (czyli randka z Chopinem)

Naczytawszy się wcześniej o Chopinie i jego trudnej zimie 1838/39 na Majorce, wiedziałam już, że tego miejsca nie pominiemy, co również radzę wszystkim odwiedzającym wyspę. Chopin przebywał tu w towarzystwie swojej partnerki George Sand i jej dzieci, początkowo w okolicach Palmy, później w trzech celach klasztoru Kartuzów w Valldemossa (niespełna 20 km od Palmy, w górach). Już chory, miał korzystać z łagodnego śródziemnomorskiego klimatu.

To balkon, a właściwie cały ogródek z celi Chopina, z widokiem na dolinę. Ten widok, to było pewnie najpiękniejsze w tej celi.

Jednak szereg “pechów” spowodował, że nie był to szczęśliwy pobyt – zagubione, a właściwie zatrzymane przez celników pianino, wyjątkowa chłodna i deszczowa majorkańska zima, wrogość konserwatywnych lokalnych mieszkańców wobec “dziwnej” pary oraz choroby Chopina, wreszcie surowe warunki bytowe w klasztorze dopełniły frustracji obojga. Mimo to powstały tutaj Preludia op. 28, w tym Preludium Deszczowe.

Dziś w Valldemossa obejrzeć możemy cele, w których zamieszkiwał Chopin, jego pianino i sporo pamiątek po kompozytorze (rękopisy muzyczne, notatki, czy listy kompozytora, ale również portrety, książki i obrazy, a nawet pukiel włosów).

Możemy wyjrzeć na panoramę doliny i gór z tarasu przynależnego do celi mistrza. Poza tym warto zwiedzić klasztor Kartuzów w całości, gdyż muzeum Chopina stanowi tylko jego wydzieloną część, a przede wszystkim pospacerować po ogrodach. W klasztornych murach La Cartuja, który do końca XIV wieku należał do króla Sancho, zobaczymy pomieszczenia pałacowe, a także kościół świętego Bartłomieja, XVIII-wieczną aptekę mnichów i ich cele, bibliotekę, drukarnię i czasowe wystawy sztuki współczesnej.

Budynek klasztoru Kartuzów

W samej Valldemossa pospacerujemy urokliwymi, wąskimi uliczkami, wypijemy w klimatycznym miejscu kawę czy aperola i zachwycimy się ilością kwiatów (także pomarańczowych drzewek!). Na wielu domach zauważymy ceramiczne kolorowe kafelki. Przedstawiają sceny z życia Cataliny Thomas, czyli świętej Katarzyny z Palmy, patronki miasta.

Kafelek z Santa Catalina na jednym z domów w Valldemossie

Za radą pana z wypożyczalni aut postanowiliśmy odwiedzić także Port de Valldemossa, maleńką osadę rybacką, leżącą jakieś 7-8 km od Valldemossa. To była jazda bez trzymanki! Te kilka kilometrów kręciło szalonymi serpentynami w dół, by zejść do poziomu morza. Przeżycie mocne! Na dole odwiedziliśmy miejscową restaurację – o dziwo! – pełną ludzi!

Co z tymi “Portami”?

Na Majorce wiele miejscowości leżących nad samym morzem nosi nazwę Port de … i dalej nazwa miasteczka oddalonego o parę kilometrów w głąb lądu. Odwiedziliśmy przecież Port de Soller, Port de Pollença, Port de Valldemossa. Ponoć niegdyś wyspa była często łupiona przez piratów. Budowano więc miasteczka w oddaleniu od morza, a na samym brzegu ich porty. W razie napadu piratów port sygnalizował w umówiony sposób macierzystemu miastu, by zdążyło przygotować się do obrony. A pokonanie dystansu, często pod górę i krętymi drogami, zajmowało trochę czasu.

Na powrót do Palmy wybraliśmy drogę Ma-10, wijącą się widokowo górą, właściwie granią, prowadzącą przez Banyalbufar i dalej przez Andratx. Z Port de Valdemossa aż po Andratx ta podróż dostarczyła nam takich widoków i wrażeń estetycznych, że wystarczy na długo!

W drodze z Banyalbufar do Andatx

Saliny i plaża Es Trenc

Była to ostatnia już na tym wyjeździe półdniowa wycieczka, którą po śniadaniu obrzydziła nam pogoda – padał deszcz i wiało (na Majorce pogoda bywa bardzo urozmaicona…). Wybraliśmy się więc najpierw zwiedzić wnętrze katedry, w czym przeszkodził nam w pierwszym podejściu poniedziałek wielkanocny, a potem pojechaliśmy na południe wyspy. Byłam ciekawa plaży Es Trenc, reklamowanej jako majorkańskie Karaiby. Najpierw rzuciliśmy okiem na saliny (wydobycie soli z wody morskiej), potem dotarliśmy do rezerwatu z plażą.

Piękna plaża z pięknym wiatrem

Nazywana jest najpiękniejszą, rajską, karaibską – cóż, jest to piękna plaża i zdecydowanie warto ją zobaczyć, ale jeszcze fajniej byłoby na niej poplażować. To ostatnie nie było nam dane w kwietniu, jednak spacer był wspaniały. Pobliskie miasteczko Colonia de Sant Jordi miało do zaoferowania parę pięknych skalistych zejść do morza i imponujące fale. Wiało!

Wybrzeże w Colonia Sant Jordi

Smaczki

Jest ich kilka, ale uderzam się w piersi, nie tak wielu udało mi się popróbować. Dla mnie hitem numer 1 był świeży sok pomarańczowy. Nieodłączna jest sangria. Hiszpania, a z nią i Majorka, to królestwo dojrzewających szynek.

Popatrzcie na te trzycyfrowe ceny!

Ciekawostką jest wędlina pod nazwą sobrasada – jakby gruba, mielona, trochę podsuszana kiełbasa. Jestem wielbicielem ryb i owoców morza, miałam tu więc parę przyjemnych przeżyć smakowych. Najzabawniejsza była jednak przygoda z sokiem cytrynowym na dworcu w Soller. Postanowiłam spróbować, choć pan dopytywał mnie, czy na pewno. Zakwasił nas totalnie. Nie wpadłam, że to może być czysty, nierozcieńczony sok z cytryny. Było dużo śmiechu! (mimo kwasu)

Sobrassada, wieprzowa kiełbasa
Viva sangria!
Co jak co, ale pomarańcze – po taniości! Sezon!

Jeśli podoba Ci się, co napisałam, jeśli Ci pomogło, zaciekawiło lub choćby zwyczajnie przeczytałaś (-eś) to z emocjami (jakimikolwiek!) – zostaw choć mały komentarz. To dla mnie znak, że warto było posiedzieć parę godzin, by się z Wami podzielić moją pasją.

Jestem także:

www.facebook.com/Grażynabezobciachu

www.instagram.com/grazyna_bez_obciachu

    Komentarzy - 11

    1. Dobry pomysł. Wtedy koniecznie z plażingiem. My w kwietniu nie mieliśmy na niego szans, choć słoneczko czasem potrafi już przygrzać!

  1. Pięknie przedstawia Pani swoje podróże,czyta się ,jakby się tam było…Jednym tchem.Z przyjemnością!!!

  2. Wróciły miłe wspomnienia z Majorki. Dziękuję 😊

  3. Bardzo dobry artykuł dla każdego, kto myśli o wycieczce na Majorkę. Podajesz dużo ciekawych informacji, które na pewno ułatwią planowanie zwiedzania. Gratuluję pięknych zdjęć wybrzeża. Bardzo mnie też zaciekawiły miejsca związane z Chopinem. Pozdrawiam serdecznie.

  4. Dzięki! Majorka warta jest odwiedzenia. Chętnie bym się wybrała jeszcze raz…

  5. Krótko i treściwie. Super się to czyta!! Czekam na kolejne relacje 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.