W podróży Zaciekawienia

Nad Łupawą

czyli spacerowo rowerkiem z rzeką w tle

Okolice Smołdzina – czyli przestrzenie gdzieś między Łebą a Ustką – kuszą na wiele sposobów. Bezkonkurencyjnym numerem 1 tegoż kuszenia jest na pewno Morze Bałtyckie. To dla niego przede wszystkim tu się przyjeżdża. Dla mało ludnych, szerokich plaż z osuwającymi się sosnami, białym piaskiem i pozostałościami po dawnych lasach (dużo szerzej o tym w artykule z 2020 – Cisza i wiatr, zieleń i błękit czyli Wybrzeże Słowińskie)

Załóżmy, że już tu jesteście. Przychodzi dzień, gdy macie dość plaży lub pogoda jest taka, że lepiej wymyślić coś innego. Lub też – po prostu lubicie wędrówki rowerem czy pieszo.

Odkryliśmy szlak wzdłuż Łupawy całkiem niedawno, choć popatrzeć na rzekę i elektrownię w Smołdzinie zdarzało nam się za każdym przyjazdem. Czyli od lat kilku.

Elektrownia wodna w Smołdzinie, jedno z miejsc na Łupawie, gdzie na pewno trzeba przenosić kajaki

Wyruszamy na łagodną wycieczkę rowerową naszymi tutejszymi rowerami bez wypasu. Można z tego zrobić nieco bardziej wyczerpującą – pieszą. W Smołdzinie kierujemy się do cmentarza, po czym wchodzimy, zostawiając cmentarz po prawej stronie, na niebieski szlak. Już po chwili jesteśmy … w baśni. Lekko w dole, po lewo płynie wśród bajecznych zarośli rzeka Łupawa. Prześwituje spomiędzy zwalonych drzew, krzaków, bujnej zieleni. Droga leśna prowadzi bardzo przyjemnie przez las, prawa strona wznosi się ku górze, gdzie został Rowokół.

Na tym odcinku można wędrówkę polecić także na bardzo upalny dzień, bo jest przyjemnie cienista. Trochę dalej zaczynają się rozległe łąki i ekspozycja na słońce. Po około 2 km wychodzimy z lasu na otwartą przestrzeń, przyjemnie tu i tam pozarastaną żarnowcem i krzewami. W tym momencie już powoli gubimy rzekę: odpłynęła sobie w lewo od naszego szlaku. Jedziemy wśród łąk, mijając na odcinku kilku kilometrów może ze 2 domostwa w oddaleniu od drogi. Ci to mają przestrzeń!

Akurat kwitł żarnowiec, a pełno go tam przy drodze

Po lewo od szlaku, który jest teraz łąkową dróżką, ciągną się fascynujące Piotra pozostałości budowli hydrotechnicznych – jazów? stawideł? Prawdopodobnie poniemieckich. Jest tu mały kanał, wzdłuż którego jedziemy.

Po około 4-5 km odchodzi w lewo droga, prowadząca przez stary most do miejscowości Siecie. Stamtąd dotrzemy do drogi asfaltowej do Smołdzina i Kluk. Można sobie w ten sposób skrócić wycieczkę, zwłaszcza, jeśli jesteśmy pieszo. Rowerem zachęcam do dalszej jazdy niebieskim szlakiem.

Dalej szlak znów chowa się do lasu i prowadzi tędy czas jakiś, a wzdłuż drogi leśnej błąka się strumyk (nad nim kwiecia rozmaitego jak u Moneta), z drugiej strony są ewidentne mokradła. Dojeżdżamy tak do pierwszych zabudowań.

Ten fragment wygląda zupełnie jak fragment z Nenufarów Moneta. Jeden z licznych, zresztą!

Robimy sobie tam mały odjazd w lewo, bo wydaje nam się że słyszymy odgłosy rzeki tudzież kajakarzy. Daje się podjechać w pobliże Łupawy, nad niewielki kanał, ale dalej chaszcze i podejrzenie mokradeł nie pozwalają nam się przedrzeć.

Droga prowadzi pod dawny młyn, z dużymi niegdyś, bogatymi zabudowaniami. To Czarny Młyn. Na łąkach wypasają się pokaźne stada krów, a rzeczka fajnie szemrze pod mostkiem.

Przy młynie na rzeczce Czarny Młyn

Stąd już niedaleko do Żelkowa – docieramy do drogi 213 na Słupsk. Postój w miejscowym sklepie spożywczym, a potem … wreszcie znowu mamy Łupawę! Solidny most na drodze, a pod nim już całkiem poważnie rwąca rzeka i duży jaz. Idziemy kawałek brzegiem i odkrywamy stanowisko do zejścia z kajakami. Stąd zapewne wypłynęła grupka, po której samochody zostały przy drodze. Teraz pewnie pokonują trasę , wzdłuż której myśmy się kręcili. Też mi się taka marzy!

Jaz w Żelkowie

Niebezpieczny kawałek drogą 213 (jakieś 2-3 km), dość mocno ruchliwą, a później radość, że wreszcie z niej uciekamy, skręcając na Smołdzino.

Teraz już tylko 11 km (droga 1123G). Mijamy Choćmirowo, Witkowo, Wierzchocino i Żelazo. Skłamałabym, że jedzie się świetnie, bo już bolą nas nasze niewymowne, wytrzęsione na tamtej drodze przez lasy i łąki.

Jednak wycieczka naprawdę niezapomniana, choć niewyczynowa. Dla mnie najpiękniejsza jest jej początkowa część, nim jeszcze wśród łąk nie zgubi się Łupawa. A spływ kajakowy choćby kawałkiem Łupawy marzy nam się niezmiennie.

Łupawa to rzeka na Pomorzu Zachodnim, której długość wymierzono na blisko 99 km. Wypływa z jeziora Jasień w rejonie miejscowości Zawiat, na obszarze Parku Krajobrazowego Dolina Słupi (w okolicy Czarnej Dąbrówki). Płynie przez okolice Lęborka, Słupska, wpadając do Jeziora Gardno, a według niektórych wręcz przez Gardno do Morza Bałtyckiego. Spływ kajakowy Łupawą uznaje się za trudny ze względu na często szybki prąd oraz kilka elektrowni wodnych i zapór.

    Komentarzy - 5

  1. Właśnie wróciłam Łupawy nad Łupawą. Świetna baza dla plażowania w Ustce, Rowach i wędkarstwa muchowego na miejscu. Ale leniuchujac nie dowiedziałam sie tylu ciekawostek, co z Twojego bloga🤔👌Serdecznie pozdrawiam Grażynko

  2. Zgadzam się, bardzo urokliwa rzeka i faktycznie wartka. Pewnie spływ ze Smołdzina byłby fajną przygodą, może kiedyś, ale na krótszym odcinku. Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne informacje z Twoich podróży.

  3. No tak jak zwykle Teren Prywatny, jest co oglądać 🙁
    Nigdy mnie tam nie było i prawdopodobnie nigdy nie będzie, pozostaje mi tylko poczytać ten wpis
    Pozdrawiam

    1. Dlaczego teren prywatny?
      A wpis na blogu jest i dla tych, co tam będą, jak i dla tych, co poczytają to jak opowieść czy fikcję. Jednych i drugich czytelników z radością widzę!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *