W podróży

Teneryfa zwana wyspą szczęśliwą

Teneryfa ma wszystko. Ocean, urwiska i skalne klify, piaszczyste plaże i piękne widoki. A przede wszystkim góry i wulkan Teide. Ma naturę i ma cywilizację. Pewnie dlatego to “wyspa szczęśliwa”.

Teneryfa, ta kaczuszka z wyciągniętą na wschód i ku górze szyją, jest największą w archipelagu należących do Hiszpanii Wysp Kanaryjskich. Politycznie – Europa, geograficznie – Afryka. Cały “brzuszek” i “skrzydełka” kaczuszki – czyli środkową część wyspy – zajmuje wulkan Teide wraz z Parkiem Narodowym. Widać go niemal zewsząd na Teneryfie, a na pewno widać go było przepięknie z ogrodu naszego domu w El Sauzal.

Basen z odbiciem palmy, ogród, wulkan Pico del Teide i … to niebo!

Cały ten wspomniany środek wyspy stanowi więc niejako obszar wydzielony, także i z przyczyn naturalnych. Wszystkie ważne drogi otaczają Teneryfę dookoła wybrzeżem. Łatwiej i szybciej jest więc często nadrobić kilometrów autostradą niż pchać się przez górskie dróżki. Również z powodu wulkanu, mgiełek i chmur, które generuje, główne lotnisko międzynarodowe usytuowano na południu (Tenerife Sur), choć istnieje także używane niegdyś dużo częściej lotnisko Tenerife Norte.

Przylatujemy na lotnisko Tenerife Sur w majowy, przyjemny dzień w piątkę – jest wśród nas półtoraroczny maluch, wnuk Mikołaj, który wyjątkowo dzielnie zniósł blisko 6-godzinny lot samolotem. Jego debiut jako podróżnika! Reszta rodzinnej ekipy dotrze następnego dnia z Luksemburga.

Jeszcze panują covidowe obostrzenia, a Hiszpanie podchodzą do nich dość poważnie. Przylatujemy więc z testami LAMP (pełne szczepienie jak dotąd ma tylko Zuzia i Piotr, ale to i tak bez znaczenia przy przylocie na Teneryfę – jeszcze wtedy nie honorują). No, i trzeba tu przywdziać maseczki! Nawet na zewnątrz. Zwalnia z nich tylko plaża, basen i wędrówka górska. Obsługa lotniska pieczołowicie sprawdza kody QR na Hiszpanię, co oczywiście generuje ogonek po przylocie, mimo, że jesteśmy w Unii. Takie czasy!

Autostradą do nieba. Znaczy przez Teneryfę. Drogi na Teneryfie są bardzo dobre i nieodpłatne.

Wypożyczalnia samochodów na lotnisku – dobra, niemiecka, solidna firma. Wszystko idzie więc bez stresu, ale nie bez kolejki. Tu trzeba uzbroić się w cierpliwość, Wynajem samochodu na Wyspach Kanaryjskich ma bardzo sensowne ceny. Za cały tydzień wynajmu Renault Megane combi z pełnym ubezpieczeniem, z opcją 2 kierowców i fotelikiem dla malucha zapłaciliśmy 740 zł, bez nakładania kaucji na kartę kredytową. To dużo taniej (już nie wspomnę, że solidniej), niż zdarzyło nam się płacić we Włoszech. Dobrze jednak zarezerwować auto wcześniej.

Morze, góry i poranne chmury

Dojeżdżamy do El Sauzal, niewielkiej miejscowości za Tacoronte. Leży od zachodniej strony wyspy, na potężnym klifie skalnym, ale jedziemy tam autostradą od strony wschodniej, dopiero koło Santa Cruz de Tenerife “ścinając” łeb kaczuszki w kierunku zachodnim. Tym, co czyni wioskę El Sauzal wyjątkową, to jej panorama. Krążymy i kręcimy po drogach niewyobrażalnie, nim zjedziemy z autostrady do naszego wynajętego domu. Nic dziwnego – główna droga prowadzi górą, a my musimy zjechać nieco ku morzu. El Sauzal, wioska położona na zboczu, na północy Teneryfy ma mistrzostwo świata w widokach – można stąd podziwiać majestatyczny wierzchołek wulkanu Teide lub błękitną taflę Oceanu Atlantyckiego. Zależy, gdzie chcemy odwrócić głowę.

Widok na ocean, często lekko przymglony i jakby bez linii horyzontu

Dom mamy naprawdę piękny, duży i wygodny. Nie od razu byłam za wynajęciem domu, myślałam o hotelu, ale dla całej naszej siódemki dom okazał się świetnym rozwiązaniem. Każda para miała swoją sypialnię, były przestronne łazienki, salon-jadalnia z widokiem na ocean, taras, a w ogrodzie pięknie utrzymane rośliny, basen i widok na wulkan. Czego chcieć więcej? Aaa! Mnie podbiła tak zwana kuchnia zewnętrzna (ale to wykonalne tylko w tamtejszym klimacie) – z kuchni wychodziło się na utwardzony tarasik, gdzie na ścianie domu umieszczono zlew, szafki kuchenne i gazowego grilla.

Cieszyliśmy się na basen, ale nie dało się z niego korzystać tyle, ile byśmy chcieli. Po prostu był za zimny. Chłodną kąpiel braliśmy więc tylko parę razy. Trzeba było bardziej uwierzyć w plaże. Jednak maj to nie lipiec, nawet na Teneryfie.

A jednak basen przyciąga! Nawet ten trochę za chłodny…

Teneryfa to przepiękna, przyjazna i świetnie zorganizowana dla turystów wyspa. Wybrzeże ma urozmaicone: kamienie, wysoka lita skała, czarne plaże bądź plaże piaskowe.. Flora na Teneryfie nie jest wybujała, ze względu na niedobór opadów atmosferycznych, to nie Karaiby. Jednak palmowce i dużo niskiej, górskiej roślinności mają wiele uroku.

Roślinność już wysokogórska. No, i widok na wulkan!
Piękna roślinność w parku w El Sauzal
Agawy i opuncje – to urokliwa roślinność dość suchych terenów (zdjęcie Weroniki)

Chmurki to główna cecha pogodowa poranków na Teneryfie, przynajmniej po tej stronie wyspy. Dopiero przed godziną 11 zaczynało się dobrze przejaśniać. Ale za to potem słonko “dawało” z całą mocą. Niemniej jednak mieliśmy co najmniej 1 dzień naprawdę przychmurzony, a temperatura była taka … przyjazna! Ciepłoluby (it’s me) wolałyby wyższą…

Na Teneryfie zobacz koniecznie…

Wulkan Teide z jego parkiem narodowym

Niepodważalnie stanowi największą atrakcję turystyczną na Teneryfie, choć nie brakuje turystów, którzy przyjeżdżają tu tylko dla plaż i widoków. Cały teren kaldery i przyległy, wraz ze stożkiem wulkanu, jest obiektem z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO. Teide wznosi się nad Teneryfą osiągając 3718 m n.p.m., co czyni go jednocześnie najwyższym szczytem Hiszpanii. Park narodowy wokół Teide został utworzony w 1954 roku i liczy sobie około 190 km kwadratowych. Można do niego dojechać samochodem lub autobusem i w ten sposób wspiąć się aż do wysokości około 2300 m. Kolejka w górę – Teleferico del Teide – startuje (jeśli pogoda nie jest wietrzna) z wysokości 2356 m i dowiezie nas do stacji końcowej na 3555 m n.p.m. Stamtąd można wchodzić na szczyt, jeśli mamy zezwolenie. Uzyskuje się je przez internet – jest darmowe, ale trzeba to zrobić z odpowiednim wyprzedzeniem. To rodzaj rejestracji wchodzących na szczyt.

Krajobraz wzdłuż drogi, którą wjeżdżamy do parku pod wulkan

Wejście na Pico del Teide czyli na szczyt zaczyna się powyżej stacji końcowej kolejki. Na wjazd teleferico żadna rejestracja nie jest potrzebna (choć bilety na konkretną godzinę warto sobie zarezerwować przez internet), natomiast na pieszą wspinaczkę – owszem. Moi rodzinni wspinacze twierdzą, że podejście nie jest bardzo trudne technicznie (wchodzili z samego dołu), ale dość żmudne i wymaga dobrej kondycji, a wysokość daje już o sobie znać pierwszymi oznakami choroby wysokościowej.Trzeba też pamiętać, że im wyżej, tym zimniej, a na wysokości powyżej 3000 m chłód może dać się we znaki.

Wulkan jest wygasły. Ostatni wybuch miał miejsce w końcówce XVIII wieku. Niemniej jednak nie jest uśpiony do końca i z niektórych kraterów i kraterków da się niekiedy poczuć zapach siarki.

My natomiast podejścia na szczyt wulkanu nie planowaliśmy, za to zrobiliśmy sobie dnia następnego piękną wycieczkę ponad chmury do Los Roques de Garcia, malowniczych skał na wysokości około 2300 m, kawałek powyżej parkingów. Dlaczego ponad chmury?

Pierzynka chmur dokładnie przesłaniała cały widok w dół na wysokości ok. 1000-1100 m n.p.m.

Bo główna część dostojnej góry była całkowicie niewidoczna z dołu, z miasteczka La Orotava, gdzie rozpoczyna się podjazd na Teide. Guanczowie, starożytni mieszkańcy wyspy, nazwali ją Piekielną Górą, bo często nie można było zobaczyć jej szczytu.

Widać było za to grubą, puchatą warstwę chmur. Natomiast gdy wjechaliśmy powyżej tysiąca metrów i zatrzymaliśmy się na parkingu Matazmos Mirador, znaleźliśmy się w słońcu, a z kolei w dół nic nie było widać, tylko białą pierzynkę. Widok był niecodzienny!

To za mną to nie spienione morze, ale chmury!

Wędrówka po Roques de Garcia była naprawdę świetna i bardzo widokowa. Mogę ją polecić tym, którzy z różnych powodów nie wdrapują się na szczyt.

Szczególnie zachwyciły mnie kwiaty żmijówki purpurowej (google wie wszystko!), wielkie i okazałe, jakich jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam. To kwiatek z obrazka głównego do tego artykułu.

Oto i żmijówka.
Roques de Garcia. A i Pico się załapał.

A w drodze powrotnej zjedliśmy obiad w lokalnej, kanaryjskiej, wiejskiej restauracji Aguamansa. Warta polecenia – i dla ziemniaczków po kanaryjsku, i dla escaldon de gofio. Jedynie typowa kawa po kanaryjsku (baraquito) mnie nie podbiła. Moc słodyczy i kalorii! Ale spróbować trzeba.

Klify Los Gigantes

Klify to kolejne zniewalające dzieło sztuki natury i przyrody, które możemy podziwiać na Teneryfie. Znajdują się na zachodnim wybrzeżu w okolicach miejscowości Puerto de Santiago (tak poniżej kuperka kaczuszki ;-)) Są to wielkie skaliste bazaltowe klify, nie bez kozery więc noszą nazwę Los Gigantes (Olbrzymy). Majestatycznie wznoszą się nad oceanem nawet na wysokość ponad 600 metrów. Trudno uchwycić ich potęgę, bo zwykle obserwuje się je z pewnej odległości, ale wierzcie mi – robią wrażenie!

Los Gigantes widziane z morza (zdjęcie Weroniki)

Puerto de Santiago jest kurortem, znajdziemy tam wiele atrakcyjnych hoteli, ciekawy port – marinę, piękne murale i sporo sklepów. Nieopodal leży też miasteczko o nazwie klifów – Los Gigantes. Ma ono również wielu sympatyków.

Marina w Puerto de Santiago
… i niesamowite murale w drodze na małą plażę przy Los Gigantes

Najatrakcyjniej jest, jak sądzę, obejrzeć klify z morza, stąd znajdziemy w okolicy lub w internecie oferty kilkugodzinnych rejsów statkiem, żaglowcem lub katamaranem, często połączone z oglądaniem delfinów i wielorybów. Część naszej rodzinnej ekipy wybrała taką formę obejrzenia Los Gigantes, pozostali przybyli popatrzeć z lądu.

Klify można podziwiać także kąpiąc się lub plażując na wąskiej plaży Playa de Los Guíos leżącej u ich stóp.

Niektóre rejsy podpływają aż pod malowniczą zatokę Bahía de Masca. Zatoka oraz wąwóz Masca to ponoć niesamowita trasa wędrówkowa, ale chwilowo, z powodu pandemii nie tak atrakcyjna jak dawniej. Statki nie zabierają wędrowców z plaży po przejściu wąwozu. Może więc i my innym razem…?

Puerto de la Cruz

Do Puerto de la Cruz wybraliśmy się zaraz drugiego dnia pobytu, gdy tylko dojechała Weronika z Philippem. Miasto jest położone o kilkanaście kilometrów od naszej miejscówki w El Sauzal i bardzo urokliwe. Takie informacje zasłyszeliśmy przed wyjazdem i trzeba było koniecznie sprawdzić.

Kanaryjska zabudowa

Wyruszyliśmy na jego oglądanie od strony Playa Jardin, okazałej plaży z czarnym piaskiem, leżącej trochę poniżej nadmorskiego bulwaru, co dawało nam piękny widok. W perspektywie – także na oddalony stożek wulkanu Teide.

Playa Jardin

Puerto de la Cruz jest jednym z najważniejszych punktów turystycznych na Teneryfie. Leży na północnym zachodzie wyspy. Na wybrzeżu znajdują się niektóre z głównych atrakcji miasta, jak stare molo, promenada nadmorska, El Penon del Fraile na skale (taras widokowy) czy też Lago Martiánez, kompleks basenowy zaprojektowany przez architekta z Wysp Kanaryjskich, Césara Manrique.

El Penon del Fraile na skale

Miło spaceruje się promenadą pod wysokimi palmami, wśród kolorowych domów, zdobionych często muralami i tak zwanym street artem. Kolorowe, niewysokie domy to zabudowa typowo kanaryjska. Często ozdobiona jeszcze drewnianymi, rzeźbionymi balkonami.

W drodze na Stare Miasto doszliśmy do mariny i molo, Muelle del Puerto de la Cruz, a przy nim niewielkiej, również czarnej jak poprzednia, plaży. Miejsce było sympatyczne, dookoła ożywione kilkoma knajpkami i barami, z kołyszącymi się kolorowymi łódkami.

Kolejnym etapem (nie licząc przystanku na napoje chłodzące) był Kościół Nuestra Señora de la Peña de Francia, leżący przy fantastycznie zielonym placu Plaza de Iglesia.

Kościół Nuestra Señora de la Peña de Francia z XVII wieku, z cennymi dla teneryfskich katolików obrazami wewnątrz

Zachwycił nas widok na Playa San Telmo, z rozfalowanym morzem i skałami. Jednak największa moim zdaniem atrakcja dla odwiedzających Puerto de la Cruz to Loro Parque. O nim więc osobno…

Skały i morze – charakterystyczne widoki na północy Teneryfy. Playa San Telmo w Puerto de la Cruz

Loro Parque

Nie jest prosto napisać, czym jest właściwie Loro Parque. Określić go ogrodem zoologicznym czy parkiem byłoby stanowczo za mało. Przyjęto formę “ambasada zwierząt” jako podtytuł dla tego miejsca.

Loro Park jest prywatnym ogrodem zoologiczno-botanicznym, bardzo rozległym, z pięknie utrzymaną przestrzenią na zewnątrz, ponadto z ciekawymi basenami i pawilonami do oglądania zwierząt. O określonych godzinach (uczulam, by zaraz po wejściu je sprawdzić) możemy uczestniczyć w pokazach czworga rodzajów: lwów morskich, papug, delfinów i orek. Te spektakle są absolutnie warte zobaczenia! Załapaliśmy się na pokaz potężnych orek oraz delfinów i było niesamowicie.

Byliśmy w Loro Parku w siódemkę, w tym jeden mały człowieczek, Wszyscy dorośli (mały się nie wypowiedział) bawili się świetnie. Najfajniej bodajże na pokazie orek (nie siadać blisko, bo chlapią!) i u meduz.

Do najciekawszych miejsc w parku, poza pokazami, należą w naszej opinii:

  • pawilon z pingwinami
  • pawilon z meduzami (niesamowity!)
  • akwarium w kształcie tunelu z rybami, rekinami i płaszczkami
  • gigantyczna klatka z papugami i ptakami, do której się wchodzi przez specjalne śluzy
  • wybiegi dla rozmaitych zwierząt
W gigantycznej osiatkowanej klatce z ptakami

Loro Parque istnieje od 1972 roku. Chlubi się troską i właściwym podejściem względem przebywających tu zwierząt.

To miejsce naprawdę można polecić, zwłaszcza dzieciom, ale i dorosłym. To atrakcja na cały nieomal dzień, bo na terenie parku jest strefa restauracji i damy radę nabyć różne przekąski. Bilety najlepiej kupować przez internet na bardzo czytelnej stronie parku (ja kupiłam jeszcze w Polsce, przed wyjazdem). Koszt dla osoby dorosłej to 36 euro, dla dziecka 26 euro, dzieci do lat 5 włącznie wchodzą za darmo.

Plaże na Teneryfie

Plaże na Teneryfie są specyficzne, można je kochać albo nie, ale odbiegają one w większości przypadków od tego, co w naszych wyobrażeniach zwie się piękną plażą. Ja sama, gdybym miała wartościować, to nie byłyby one na górze mojego rankingu plaż. Jednak mają swój urok i specyfikę. Najbardziej do naszego ideału plaży zbliża się:

Playa de las Teresitas (w okolicy Santa Cruz de Tenerife, stolicy wyspy). Plaża ma ładny, jasny piasek, dobrą infrastrukturę i trochę drzew, co ratuje niemających parasola. Wejście do wody jest bezpieczne i przyjazne. Rzekomo piasek na tę plażę częściowo był transportowany z Sahary. Gdy tam byliśmy, to przyglądaliśmy się kruzerom, które stały na morzu w pewnej odległości od brzegu, czekając na lepsze, niepandemiczne czasy.

Playa de las Americas (to również nazwa miejscowości na południu wyspy) – rozpoczyna się dość długą plażą o kamienistym wejściu, na której spotykają się wszyscy surferzy z południa Teneryfy. Piękny, długi bulwar, wiele knajpek i sklepów. Podobało się nam!

Raj dla surferów i spacerowiczów to może w Playa de las Americas jest, ale dla siedzenia, to niekoniecznie…;-D

Plaże wulkaniczne (np. Playa Jardin, plaża przy Los Gigantes) – mają charakterystyczny dla wulkanicznych terenów czarny piasek, co nadaję im specyficznego wyglądu.

Wulkaniczna Playa Jardin w Puerto de la Cruz

Plaże w Costa Adeje i Los Cristianos -Te dwie miejscowości to naczelne kurorty wyspy, usytuowane na jej południu. Zazwyczaj słoneczne. To one zapoczątkowały w latach 60-tych turystyczny boom Teneryfy. W Los Cristianos zaczyna się przy plaży promenada, będąca największą strefą dla pieszych „bez barier” w Europie.

Plaże koło El Medano – jedna z nich, położona w sąsiedztwie Montaña Roja (Góra Czerwona) jest plażą naturalną, o łagodnym wejściu do oceanu i płytkich wodach. Jest ulubionym miejscem amatorów windsurfingu i kitesurfingu. Druga z plaż, La Tejita – położona po południowej stronie Montaña Roja jest również przyjazną, piaszczystą plażą z dogodnym, płytkim wejściem do morza, cenioną za swoje położenie przez naturystów.

Co jeszcze warto wiedzieć, a czego nie doświadczyliśmy

Na Teneryfie jest wiele pięknych miejsc, ale nie wszystko udało się zobaczyć w tydzień. Tym bardziej, że trwały jeszcze w maju pandemiczne obostrzenia i niektóre atrakcje były nieco okrojone. Nasze dzieci próbowały więcej niż my, ale takie już prawo natury. Za to zostawiamy sobie furteczkę, by może jeszcze wrócić… Gdybyście mieli czas i możliwości nieograniczone, to polecam także:

  • Wąwóz Masca
  • Park krajobrazowy Anaga na północy wyspy
  • Siam Park
  • rejs na Gomerę (i nie tylko) statkiem lub katamaranem
  • więcej plaż… (do wyboru wśród tych, co wymieniłam powyżej)

Mieliśmy szczęście i nieszczęście przyjechać tu przy covidowych ograniczeniach. Szczęście – bo uniknęliśmy tłumów i tłoku, o których wiele osób pisze, a nieszczęście – no… tylko z powodu maseczek.

Jednak i tak – Teneryfa to wyspa szczęśliwa. Podtrzymuję!

    Komentarzy - 5

  1. Dzięki ogromne! Na pewno skorzystam z zaproszenia. A ja na razie przed dużą podróżą, zapraszam na IG @grazyna_be_obciachu

  2. Grażynko, Twój artykuł zachęca do wycieczki na Teneryfę. Mam nadzieję, że będę miała okazję podziwiać uroki wyspy; szczególne wrażenie robią wysokie klify i szczyty gór wynurzające się ponad chmurami. Serdecznie pozdrawiam.

    1. Dzięki! Wiele rzeczy przemawia za tym, że to wyspa dla Was: jest cywilizowanie, nie bardzo gorąco… Przyjemnie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *